Dzień dobry!
Słyszałam gdzieś, kiedyś, od kogoś, że Arabowie średnią wagę przywiązuja do CZASU...Hmm,wiecie coś na ten temat? Bo ja już czekam ponad 45 min a „Araba„ ani widu ani słychu!
Słyszałam gdzieś, kiedyś, od kogoś, że Arabowie średnią wagę przywiązuja do CZASU...Hmm,wiecie coś na ten temat? Bo ja już czekam ponad 45 min a „Araba„ ani widu ani słychu!
A co mu tam! Siedzę sobie w kawiarence popijając świezy sok z pomarańczy, słoneczko przyjemnie świeci, ludzie spieszą do pracy. Postanawiam wykorzystać więc tak miły poranek, wyjść z kokonu i podzielić się z Wami omańskimi przeżyciami.
Pewnie wyda Wam się to dziwne ale dopiero wczoraj zgrałam zdjęcia z aparatu. Rozczarowałam się. Niestety jako kierowca nie mogłam wykorzystać wszystkich okazji do uchwycenia wielu niesamowitości. Niemniej jednak postaram się wydobyć co najlepsze i najciekawsze z tego co mam.
Zastanawiałam się czy pisać chronologicznie czy wybrać kilka ciekawszych historii. W sumie dalej nie wiem ale wiem, że chcę się z Wami podzielić naszym pierwszym dniem i trudnym początkiem.
W związku z dość dużym bagażem, do Omanu postanowiłam pojechać autobusem. Jechałam już tak dwukrotnie, więc wiedziałam czego się spodziewać. Aby być przgotowaną na wszelkie niespodzianki wcześnie rano wybrałam się na stację aby potwierdzić godzinę odjazdu i kupić bilet. Odjazd o 16tej - autobus jest pusty i nie ma potrzeby kupowania biletu, poinformował mnie Pan Omanczyk, jednoczesnie kierowca.
Ucieszona, uspokojona wrociłam do domu.
Nie wiem czy jest ktoś kto lubi sie pakować. Ja nie znoszę. (Jak będę obrzydliwie bogata to zadrudnie kogoś, kto będzie mi pakował bagaż przed wyjazdem!) Zawsze zwlekam do ostatniej minuty, potem w panice wrzucam do plecaka to co mi się przypomni. Mądry Polak po szkodzie. tja, ja to mądra ani przed ani po szkodzie jestem ;). Tak było i tym razem. Po wyjściu z domu uświadomiłam sobie, że nie zabrałam planu podróży, nad którym spędziłam trochę czasu, ani listy miejsc, które koniecznie chciałam zobaczyć :| Nie mogłam wrócić do mieszkania bo przecież nie chciałam spóźnić się na autobus!
Nauczona, przebolałam i postanowiłam nie zamartwiać się takimi bzdurami.
Taksówką szybko dotarłam na miejsce. Wchodzę do biura i proszę o bilet do Muscat i co słyszę „autobus odjechał„! Co????????????????????????????? (Z Dubaju do Omanu są tylko dwa połączenia 7 rano i 4 po południu) Po kilku sekundach szoku, zaczęłam najpierw bardzo łagodnie pytac, jak to możliwe, że autobus pojechał, jest dopiero 15:45. Usłyszalam „crazy driver„ - jak się potem okazało, crazy driver wiele znaczy i wiele usprawiedliwia w Omanie ;)
Sytuacja dość patowa, brat juz w drodze a ja nie mam się jak dostać. Proszę aby zadzwonić do kierowcy, żeby zawrócił, bo przecież nie może być daleko, na dodatek przecież ja rano byłam, pytałam.
Nie, nie, on jest daleko, odjechał o 3:15 - usłyszalam. Pfffffffffffffffffffffffffffffffffffffffffff, aaaaaaaaaaaaaa!!!!! W końcu dodzwoniliśmy się do crazy kierowcy (który okazał sił też być trochę przygłuchy, dlatego nie odpowiadał na wcześniejsze telefony) poprosiliśmy aby się zatrzymał i na mnie poczekał a ja dojade taksówką.
Tak tez zrobiłam, łapalam autobus taksówką ;))
Udało się! Tuż przed przejściem granicznym dogoniliśmy autobus. Kolejnym lekkim zdziwieniem był taki w sumie mało znaczący fakt, że autobus okazał się nie nie być autobusem, a rozlatującym się busikiem, któremu nie domykał się bagażnik, a na dodatek nie było dla mnie miejsca siedzącego.
Cóż....no są takie sytuacje ;)
![]() | |
| malownicze przejscie grniczne |
Reszta towarzystwa też była wyjątkowa. Same kobiety z dziećmi z południowego Omanu, które umilały nam podróż śpiewaniem, klaskaniem. Było trochę głosno ale przyjemnie!
Na osobny akapit zasługuje nasz crazy driver. Jak już wspomniałam byl trochę przygłuchy ;)
W jednej ręce trzymał kubek z kawą, drugą gestukulował rozmawiając z pasażerem.
Zwroćcie uwagę na licznik - 120 km/h, według licznika szybciej tym czymś się już nie dało, jednak kierowca uważał ianczej. Bus wyposażony był w .... (eee, nie wiem jak się to nazywa) alarm, który pika/wydaje ostry dźwięk/po prostu wyje, kiedy przekracza się predkość 120km/h. I to cos wylo przez wiekszosc czasu...
Byłam chyba jedyną osobą, która zwrociła na to uwagę, i ktorej to delikatnie przeszkadzało ;))!
Widzicie to? Czujecie to?
Około 15 osób w busie, w którym gra radio, wyje alarm, kobiety i dzieci śpiewają, głuchy kierowca, ktory pedzac 120km/h, z kubkiem kawy w ręku prowadzi zażartą dysputę a moj współpasażer ogląda gołe zadki na telefonie.
Po drodze okazało się, że mój telefon nie działa na terytorium Omanu! Mimo, iż wcześniej kiedy odwiedzałam Oman - dzialał! Nie pozostało mi nic innego niż poprosić Pana Egipcjanina o możliwość zatelefonowania z jego aparatu. (osoba, która miała mnie odebrać, czekała na tel). Ten bez żadnej krępacji podaje mi swój telefon, na którym wciąż wyświetla się film .....ehhhh :D
Po 7h dojechaliśmy do Muscat. Pożegnałam się z busowym towarzystwem, przyjaciel odebrał mnie z przystanku. Mylicie się jednak, myśląc, że to koniec trudych poczatków ;)))
Też myślałam, że najgorsze już za mną - tymczasem....
Edukacja nie jest darmowa, a za glupote się płaci, taksówkarz Ali, na męża- o tym będzie nastepny post kończący te „Trudne początki„
Do następnego :)!


Po prostu Cię uwielbiam czytać! :)) pękałam ze śmiechu czytając Twój poczatek podróży :)) i niech mi teraz ktoś powie, ze podróżowanie nie jest piękne! :) I jeszcze jedno, nie mogę się doczekać kolejnego Twojego wpisu! Dobrego, sobotniego odpoczynku :)
OdpowiedzUsuńhihih, ja tez sie niezle usmialam w tym busiku :) odpoczywaj (co poniektorzy np. bidna ja pracuja w sobote ;))
UsuńJuz sie nie moge doczekac, co sie dzialo dalej:D Jak na razie Twoj opei wyprawy nadaje sie na scenariusz dla niezlej komedii.
OdpowiedzUsuńTen crazy driver to chyba od tych spiewow ogluchl;)
tragi-komedia ;)))
UsuńDobrze, że sąsiad z Egiptu tylko oglądał...Czekam na dalsze relacje!!
OdpowiedzUsuńmm, w sumie racja! zaliczam sie zatem do grona szczesliwcow ;))
UsuńMoim zdaniem kierowcy cos na uszy padlo od tego alramu. Hihiii. Ale banana mialam na buzi czytajac tego posta! Czas w krajach arabskich chyba naprawde nalezy do pojec abstrakcyjnych. Ja chyba w takiej sytuacji bym usiadla i plakala, nie wiem czy przyszloby mi do glowy gonic autobus!
OdpowiedzUsuńja tam jestem szybki decision maker :D musialam sie dostac do Omanu, wiec autobus trzeba bylo zlapac!
Usuńciekawa była ta wyprawa czekam na ciąg dalszy
OdpowiedzUsuńProszę, tylko nie każ nam długo czekać na dalszą opowieść !!! Najlepiej już usiądź i pisz dalej :)
OdpowiedzUsuńNie chciałabym Cię urazić, ale mogłabyś zostać Sekretarką Wszechczasów ;-) Zdaje się, że dla Ciebie nie ma nic niemożliwego! Teraz, gdy zajdzie taka potrzeba, nie zawaham się zawrócić nawet samolotu z moim szefem na pokładzie!
OdpowiedzUsuńNo dobra...
OdpowiedzUsuń... wystarczy już tej przerwy (na reklamę ;)
Czas na część numer 2.
Zanim trzeba będzie odświeżyć pamięć i znów przypominać sobie część nr 1 ;)
Czekamy !!!
OdpowiedzUsuńAle mialas podróż... Czytałam z uśmiechem na ustach :)
OdpowiedzUsuń