Wiem, wiem, wiem! Zasługuję na srogą chłostę. Kajam sie i przybywam z przeprosinami i usprawiedliwieniem.
Po pierwsze tyle się dzieje w samym Dubaju. Kilka dni temu miesliśmy pogodę jak z najlepszego horroru! Gęsta mgła, zero słońca i deszcz cały dzień. Często to się nie zdarza więc uwieczniłam na kilku fotkach.
świętowaliśmy też 41 urodziny UAE. Będzie relacja.
Po drugie rewolucja w zyciu zawodowym. Wcześniej narzekałam, że dużo pracuję? Hmm. Może nie będę zdradzać ile czasu spędzam ostatnio w biurze.... Będę wstrętną samochwałą i pochwalę się w jednym z przyszłych wpisów.
| http://www.dreamstime.com/stock-photos-too-much-work-image13609063 Tak wyglada moje biurko! |
Już się nie gniewacie prawda;)?
Wracając zatem do Omańskich trudnych poczatków. Po obfitującej w ciekawe wydarzenia podróży zostałam odebrana przez mojego omańskiego przyjaciela. Myślicie, że na tym koniec emocji dnia pierwszego? No też tak myślałam ;)
Po kilku godzinach, wielu wymieniowych myślach, kilku przywołanych wspomnieniach, po smacznej kolacji, odebrałam samochód i pojechałam na lotnisko odebrać brata.
Lotnisko pełne, ludzie spiący wewnątrz i na zewnątrz. żadnego wolnego miejsca, żeby przykucnąć. Postanowiłam zatem czekać w samochodzie. Mimo, iż 3 nad ranem temperatura wysoka, wilgotność jeszcze większa. Włącze nawiew na moment - pomyślałam. Kołatało mi się gdzieś: klima, radio, bez włączonego samochodu - nie nie nie! No ale przecież nawiew to nie klima, nic się nie stanie. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Przyjemnie się odpoczywało...owiewana zimym strumieniem powietrzem, z muzyką...czas szybko minął.
Samolot wylądowal. Brat przyjechał.
Pakujemy bagaże, wsiadamy do samochodu...uruchamiam samochód i....nic. Próbuje raz jeszcze....rzęzi, rzęzi i ...nic. Próbuje kilkukrotnie, kicha. ściemniać i mówić, żem wyborowym kierowcą, nie będę. Tymbardziej na wewnętrzu samochodów się nie znam. Rozróżniam na podstawie rozmiaru: duży vs mały, koloru, tego czy jest lub nie jest to jeep. ;))
I tak próbując uruchomić ten dziwny pojazd przemyka przez moje myśli „akumulator!!!! tak to musi być akumulator„ !!!
„kurde, ale wstyd. Przecież do K. (omański przyjaciel) nie zadzwonię, bo pęknie ze śmiechu i do końca życia będzie mi to wypominał„
Co zrobić....Co zrobić....Co zrobić....
Zadzwonię po pomoc drogową, skasują nas jak za złoto...
Co robić, co robić...
W końcu genialna myśl, przebiła się przez kłębowisko paniki!
Taksówkarz!!
![]() | |
| http://members.virtualtourist.com/m/p/m/1b8e88/ To nie Ali niestety ;) Ale podobny!! |
Podchodzę do pierwszego napotkanego taksówkarza i mowię „problem car. you help me please?„ Omańczyk bez spoglądania na samochód stwierdza „battery„ - już wtedy chciało mi się śmiać, aczkolwiek sytuacja była jeszcze dość napięta.
Podeszliśmy do naszego samochodu, dołączył do nas inny muskacki taksówkarz (młodszy, z pełnym uzębieniem, ale rownież bez znajomości angielskiego) otworzył klapę i stwierdził.
BATTERY DEAD.
grrr!! chciałam się ukatrupić za swoję wlasną głupią, najgłupszą, głupotę!
No ale nie było czasu, trzeba bylo reperować naszą brykę.
Taksówkarz Ali całkowicie poświęcił się naszemu zdechłemy akumulatorowi. Zapakował nas do swojego samochodu, zabrał do dzielicy części samochodowych gdzie kupił (targował się przy tym przecudnie) nowy akumulator. W między czasie wymownym spojrzeniem, butelką zimnej wody i jeszcze wymowniejszym „okej?„ dbał o nasz spokój i wewnętrzny komfort.
Z nową baterią i nowym przyjacielem Alim wróciliśmy na lotnisko, gdzie stał nasz samochodzik. Mimo, iż Ali bardzo chciał i bardzo się starał i niemal caly wpakował się pod maskę samochodu, okazało się, że akumulator, który nabyliśmy nie pasuje....
Problem? No problem!!!
Podładowaliśmy naszą zdechłą baterię i kolejny raz pojechaliśmy do sklepu, w którym robiliśmy zakupy. Tym razem wymiana akumulatora przebiegła bez szwanku.
Jeszcze tylko jazda próbna wykonana przez Ali’ego, i samochód jak nowy.
Jak pisałam w poprzednim poście: edukacja kosztuje za głupotę trzeba płacić. Za moją nierozwagę (tjaaa, nazwijmy rzecz po imieniu: głupotę) zapłacilam dość słono.
Nie dość, że akumulator najtańszy nie był, trzeba było zapłacić Ali’emu za „robociznę„.
W pełni zasłużył :)
Spędził z nami kilka godzin. Kiedy szef dzwonił, informując o czekajacym kliencie, Ali z wielką gracją ignorował to szefa, to dzwoniący telefon. No i jakby nie było jeździł tu i tam, wodę podawał...na koniec pomógł nam wyjechać z tego „Samochodowego końca świata„
Kosztowna ale piękna lekcja! Ali pokazal nam to co bardzo lubię w Arabach. Gotowość do pomocy, nawet kosztem swojego dnia, swojej pracy. I łatwość z jaką im to przychodzi. Nie trzeba pytać i prosić. Oni zatroszczą się o wszystko.
Do tego historia ta była przedmiotem naszych żartów do końca wyjazdu. Nowy akumulator miał roczną gwarancję więc można było szaleć ;)))
Poświęcilibyście pół swojego dnia, żeby pomóc turystom w potrzebie?
Mieliście kiedyś taką sytuację :)?
Pozdrawiam Was cieplo
Znacznie juz madrzejsza Aneta ;))


Juz na zapas gratuluje, tego co sie dzieje w pracy ;) tzn moze nie zawalenia robota, ale tego co przychodzi w zamian:)
OdpowiedzUsuńArabowie chyba za punkt honoru biora sobie bezinteresowna pomoc. Ale z drugiej strony czy ten wasz akumulator na pewno umarl? Moze jedynie wymagal podladowania a Ali jeszcze na tej wymiance zarobil? Tez nie jestem specem samochodowym, za to chodza mi po glowie rozne opcje ;)
tez sie nad tym zastanawialam! niby dead battety bylo potwierdzone przez 2 arabow :) ale kto ich tam wie! ;)
Usuńzawsze pozostaje doza niepewnosci :))))
naprawdę chylę czoła przed arabską mentalnością :) ale czy oni są tacy skłonni do poświęceń dla cudzoziemców, którzy słono zapłacą czy równie chętnie pomagają swoim "braciom" ?
OdpowiedzUsuńCiezko stwierdzic jednoznacznie.
UsuńW zaleznosci od kraju. Inaczej bedzie w Egipcie inaczej w Omanie. Z moich obserwacji wynika, ze mimo wszystko chetniej pomagaja turystom z wypchanym portfelem (ogolna tendencja;)) jakkolwiek ja w moim zyciu spotkalam mnostwo Arabow, ktorzy pomogli mi zupelnie bezinteresownie.
Wrocilas! Siedzi sobie "Pleasurek" i czyta, a na pysku ma glupawy usmiech od samego poczatku az do teraz kiedy pisze komentarz. Macham do Ciebie z tym glupim usmiechem ! Ja na Twoim miejscu zabralabym akumulator do domu... No w koncu zaplacilas :).
OdpowiedzUsuńOdmachuje Pleasurkowi! Stesknilam sie rowniez. Zaraz dostaniesz bure, bo co to ma znaczyc taka dluga nieobecnosc :)
UsuńTy wez! Taki akumulator przypominalby mi o moim imbecylstwie a tak to ktos ma nowa baterie a ja moge udawac, ze nic sie nie stalo ;)))
buziol
Sama nie wiem dlaczego, ale zapałam nieodpartą chęcią ujrzenia tego omańskiego Araba (albo innego równie malowniczego), jak targuje się o akumulator (lub inne dobro). To musi być przeciekawe: melodia języka, gestykulacja, mowa reszty ciała... Nigdy dotąd nie ciekawił mnie świat arabski. Do czasu, gdy zaczęłam czytać Twój blog.
OdpowiedzUsuńP.S. Podoba mi się angielski w wersji omańskiej :-)
Kurcze :) Troche sie wzruszylam. Bardzo Ci dziekuje za takie slowa.
UsuńTo co lubie najbardziej w podrozowaniu lub generalnie mowiac w innych kulturach to obserwowac codziennosc. Tak jak wspomnialas, mowa ciala, melodia jezyka, zapach ...tego nie odzwiercieli zadne zdjecie ani zadne slowa. To zostaje na zawsze w sercu :)
Czytając komentarze,już zapomniałam,co miałam napisać...Aaa!Że Arabowie pomagają i nie mają wtedy czasu na nic innego-nawet na odebranie telefonu od szefa.I jak się potem dziwić,że nie mają poczucia czasu? Że nie są punktualni?;)
OdpowiedzUsuńMoim zdaniem ten akumulator też nadawałby się do doładowania-czytając Twojego posta,byłam pewna,że taksówkarz tak zrobi (tak robią teraz -nawet przy małym mrozie,bo już im siadają-nasi rodacy w naszej ojczyźnie:)Ale Twoje poczucie winy było większe niż opłacalność ponownego naładowania akumulatora-hehe:DDD No cóż,przynajmniej miałaś chłodno podczas czekania.
Pewnie przed świętami tyle masz pracy?Chociaż w sumie nie wiem,czy oni obchodzą takowe?3mam kciuki żebyś się jak najszybciej uporała:)Pozdrawiam!
hihih, prawda z tymi telefonami i poczuciem czasu ;)
Usuńszczerze mowiac to pytalam, czy da sie naladowac - stwierdzono jednoglosnie, ze nie. Wiec pieron ich tam wie ;) balam sie, zeby wiecej szkod w samochodzie nie narobi, wiec niech tam juz bedzie nowy akumulator :)
nie, nie obchodza swiat. nie ma wolnego w tym czasie :(
pozdrawiam cieplo