sobota, 4 maja 2013

Inshallah ...pierwsza lekcja arabskiego...dzienniki afrykanskich podrozy

Po krotkiej nocy w Agadirze, dalej okropnie obrazona na Maroko postanawiam czym predzej dostac sie do Mauretani.

Sahara Zachodnia

Po drodze jest jeszcze Sahara Zachodnia, czyli sporo ponad 1000km kamienno - zwirowej pustyni, ziemi spornej, oficjalnie okupowanej przez Maroko.

Kup bilet na CTM, najlepsze autobusy, bedziesz miec klimatyzacje, wygodne siedzenia
zostalam poinstruowana przez bardziej doswiadczonych.  Autobusy sa tylko 2, jeden wczesnie rano i jeden wieczorem. Postanawiam jechac noca aby trwajaca ponad 24h podroz minela nieco szybciej.

Nie ma wolnych miejsc - dobiega moich uszu
Jak to nie ma????
Nastepny autobus odjezdza jutro rano.
Na pewno jest jedno miejsce wolne, prosze, prosze, bardzo prosze
Nie ma.

Zostac jeszcze jedna noc w 'paskudnym' Maroko i w arcy nudnym Agadirze czy szukac innych autobusow? Wygrywa opcja druga. Nie musze dlugo myslec, rozgladac sie, szukac. Z nie wiadomo kad wyrasta obok mnie mlodzieniec, ktorego slowa dzialaja na moje skolatane nerwy jak melissa.
"Autobus do Dakhla? Chodz za mna"
No to ide!
Wchodzimy do biura. Jest OK. Skromnie, ale czysto. Na scianach wisza zdjecia autobusow.
Ladne..na pewno komfortowe - przebiega mi przez glowe.
Utwierdzam sie w swoim przekonaniu podczas platnosci. Cena taka jak w CTM (czyt: wysoka) wiec musi byc dobrze.

Odjazd o 19stej. 1h czekania. Humor mi sie poprawia, czuje przyplyw energii i radosci.
Herbaty bym sie napila...ide do pobliskiej knajpki.

W srodku sami mezczyzni, wszyscy jak na rozkaz lustruja mnie od stop do glow. Odechciewa mi sie herbaty.

Postanawiam czekac na autobus na zewnatrz. Przykucam na krawezniku, czekam i pisze.
Mija godzina, autobusu nie ma, ide do biura zapytac - "mamy male opoznienie"

Zapada zmrok, swiat wyglada inaczej, ten marokanski autobusowo-dworcowy-nocny swiat napawa mnie lekkim strachem. 

Mija druga godzina czekania, podjezdza autobus, na ktorego nie zwracam zadnej uwagi. Nawet przez mysl mi nie przechodzi, ze TYM co wlasnie podjechalo bede podrozowac ponad 24h, przez Sahare.

 Dalej czekam, w tym czasie kilkukrotnie chodze do biura posrednika.

Po ponad 2h opoznienia, slysze wydzierajacy sie glos: Dakhla, Dakhla, Dakhla!!!!
O  to do mnie!!! Wstaje, rozgladam sie...pan bileter pokazuje mi, zebym wsiadala do autobusu. Do TEGO autobusu.

Nie przeszkadza mi, ze jedno okno jest wybite. Nie przeszkadza mi juz, ze autobus to tylko kilka zbitych blach ani to, ze siedzenia to nie fotele, ale takie podwojne siedziska obite czyms skoropodobnym. Ciesze sie, ze w koncu pojedziemy! Jest sporo ludzi, kilka rodzin z dziecmi, pare kobiet, reszta sami mezczyzni. Sprawdzenie biletow, przeliczenie pasazerow i jedziemy!!

Zanim autobus ruszy zdarza sie cos dziwnego. Kobieta, ubrana po europejsku, ale Arabka wchodzi do autobusu, podchodzi do mnie i ... daje mi kartonik jogurtu i muffinke. Jestem zdziwniona i mowie, ze nie trzeba, ze mam jedzenie. Ona nie slucha, nie zwraca na mnie wiekszej uwagi, wklada mi w rece te 2 rzeczyi wychodzi z autobusu.

Otruc mnie chce!!
Albo wstrzyknela tam cos, uspi mnie i okradnie- o tak, na pewno!!
Wkladam jogurt i muffinke do plecaka, ani mysle tego jesc!

Jedziemy! Jakze sie ciesze, ze jedziemy!!! 

Po okolo 30 min jazdy, gdzies na obrzezach miasta autobus sie zatrzymuje. Wchodza jacys mundurowi, sprawdzaja dowody, paszporty. Cos pytaja ale nie rozumiem.

Mundurowi wychodza ale autobus dalej stoi. Czekamy, na co? Nie wiem. Przygladam sie innym pasazerom, nie wygladaja na zaniepokojonych. Jedza, pija, rozmawiaja. Czas mija, czekamy juz ponad pol godziny, zaczynam odczuwac niepokoj. Rozgladam sie, szukajac kogos z kim  moglabym porozmawiac i dowiedziec sie o co chodzi. Pytam sasiada czy zna angieslki - Nie. Pytam kolejnego - Nie. 
Zbita z tropu wracam na swoje miejsce, po kilku minutach podchodzi jakis Arab i po angielsku pyta czy moze mi pomoc. 
Rany! Jaka to radosc moc otworzyc do kogos gebe i ten ktos mnie rozumie!!
Co sie stalo?? Dlaczego czekamy? Jest juz pozno? Dlaczego nie jedziemy? - zasypyje go pytaniami.

Nie jedziemy, bo przewoznik nie ma pozwolenia na przewozenie....obcokrajowcow.

Zmrozilo mi krew w zylach. Jestem jedyna nietutejsza....zaraz mnie wywala z tego autobusu. nie wiem gdzie jestesmy, zaplacilam kupe kasy za bilet - moja wyobraznia pracuje juz na bardzo wysokich obrotach. Czuje, ze zaraz bede ryczec.

Nie martw sie, kierowca zaraz wszystko zalatwi.
Jak zalatwi? Jest 10 w nocy!
Nie martw sie - mowi i odchodzi na swoje miejsce

Co mnie podkusilo, zeby tu przyjechac??? No co????
To juz drugi raz kiedy mam ochote wsiasc w najblizszy samolot powrotny...ale duma mi nie pozwala. Zaciskam zeby i czekam.

Po kolejnych dlugich minutach, wraca kierowca, jak nigdy nic siada za kierownica i jedziemy!
Ufffffffff....tyle jestem w stanie powiedziec.

Jedziemy!!! Najgorsze juz za nami, prosto do Dakhla, potem szybko Maure i ten marokanski koszmar sie w koncu skonczy!

Jedziemy...taaaak, ale co kilkanascie minut autobus sie zatrzymuje zeby zabrac kolejnych pasazerow, zeby zaladowac/rozladowac jakies paczki, paki, paczuszki. 
Slimacze tempo ale lepsze to niz czekanie,

W koncu wyjezdzamy poza wszelka cywilizacje. Krajobraz polpustynny. Autobus przyspiesza, tak!!! W koncu czuje, ze jedziemy!!

Jest juz po polnocy, zrobilo sie bardzo zimno. Zakladam sweter i kurtke, a nawet kaptur! Zaczynam przeklinac niedomykajace sie okna, przeciag i zimne fotele. Skulona, opatulona staram sie zasnac. 
Budzi mnie rzech autobusu...oczywistym jest, ze cos jest nie tak. Zwalnia, rzesi, zwalnia dusi sie....staje.

Wiekszosc pasazerow spi, kilka osob rozmawia szeptem. Naszych dwoch kierowcow wychodzi na zewnatrz, Wracaja, bez rezultatu probuja zastartowac.

 Zupelnie nie miesci mi sie w glowie dlaczego i jak to mozliwe, ze prawie 40 osob w autobusie nic sobie z tego nie robi!! 
Wydaje mi sie, ze ja jedyna jestem ta sytuacja zainteresowana i zestresowana. Kilku mezczyzn podchodzi do kierowcy, debatuja, wychodza na zewnatrz, wracaja. Mijaja kolejne minuty w  niewiedzy, niepewnosci i napieciu. Szukam Araba, ktrory mowi po angielsku.

Dlaczego nie jedziemy co sie stalo???
Autobus sie zepsul. 
No widze, ze sie zepsul, ale dlaczego nikt nic nie robi.
God willing Inshallah...pojedziemy..... (jak Bog zechce/jak Bog da pojedziemy....)

Opadlo mi wszystko co moglo opasc, wracam na swoje miejsce i ... rycze!
Z bezsilnosci, z wlasnej glupoty, z przekroczenia wszelkich limitow pecha, z tego, ze jestem sama, ze wszsystkiego...

Po kilku minutach moj tlumacz przychodzi, pyta czy moze sie przysiasc. Kiwam glowa. 
Rozmawiamy, tlumaczy mi, ze jestesmy w punkcie, z ktorego do kazdej najblizszej miejscowosci jest okolo 300-400km, i zanim dotrze auobus zastepczy troche minie.
Okazuje sie, ze jest policjantem, jedzie odwiedzic rodzine, ktora mieszka w Saharze Zachodniej. Czuje sie znacznie lepiej. Dobry z niego psycholog i zagadywach, bo kilka godzin czekania i marzniecie minelo calkiem szybko.

Cale cierpienie zostalo wynagrodzone o poranku. 
Z lewej strony zwirowa nicosc, az po horyzont, po prawej ocean i wzburzone fale
http://www.tixik.net/sahara-zachodnia-73.htm

Wraz z pierwszymi promieniami slonca, obudzili sie tez pasazerowie i kierowcy.
Niemal wszyscy wyszli na zewnatrz i zaczelo sie wielkie naprawianie. Najpierw kierowcy cos tam dlubali, dlubali, dlubali...po niedlugim czasie jeden z kierowcow, wzial dosc spory drewniany kij i.... kilkukrotnie z calej sily w silnik przywalil...

Wierzcie lub nie, po tej akcji ruszylismy!!!!!!
Policjant - tlumacz przechodzac usmiechnal sie i powiedzial "mowilem przeciez: Inshallah"!!!

Jesli chcecie podrozowac po arabskich krajach zapamietajcie to slowo, bo ono wyjasnia wiele jesli nie wszystko :))))


Dalsza podroz minela, pomijajac kontrole, posterunki policji co mniej wiecej 2h, spokojnie.
Za dnia w autobusie zrobilo sie jak w saunie. Klimatyzacja? 
Teraz zamiast zimnego wiatru po autobusie hulal pyl i piach, a siedzenia parzyly w zadek.

Widoki piekne...ale monotonne. krajobraz prawie sie nie zmienia:
http://3dno.pl/ziemia-niczyja/

Co kilkaset km rozsiane sa smutno wygladajace osadki, w ktorych zatrzymujemy sie na krotka przerwe. 
http://www.waronwant.org/past-campaigns/western-sahara

Standardowo podroz z Agadiru do Dakhla nie trwa wiecej niz 24h...wlasnie mija 26h mojej autobusowej przygody a do Dahkla jeszcze kilkaset kilometrow. W Laayone wysiada wiekszosc pasazerow, rowniez moj policjanto - tlumaczo - podtrzymywacz na duchu. 
Kierowca podchodzi i zaprasza mnie na pierwsze siedzenie. Z grzecznosci ide, jestem wymeczona, ale upal nie daje spac. Musze wygladac bardzo zle i nieszczesliwie, bo kierowca czestuje mnie swoimi przekaskami, orzeszkami, a po chwili jeden z niewielu juz pasazerow przynosi mi chlodna wode, jablko i pomarancze...
Po raz kolejny z moich oczu kapia lzy, tym razem jednak ze wzruszenia.

Kierowca pyta czy chce spac, przytakuje. Zatrzymujemy sie, kierowca prowadzi mnie na tyl autobusu, rozklada siedzenia i ... mam lozko!! :)))
Przespalam 2h, czuje sie znacznie lepiej. Od 35h jestesmy w drodze...jeszcze 2 i bede na miejscu.


29 komentarzy:

  1. :)))

    Jak wymyślę mądrzejszy komentarz to napisze , teraz sie tylko do Ciebie usmiechnę :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeździmy podobnymi trasami, ale w Maroku mieliśmy wynajęty samochód i ... kierowcę :)
    Jak już skończę pisać o Sri Lance, to kolejnym tematem będzie Republika Południowej Afryki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo burzujsku ;))))) zarcik! W moim odczuciu podrozowanie samochodem, jest daaaaleko w tyle za podrozowaniem lokalnym transportem. Wiadomo - wygoda, wolnosc, ale traci sie wiele, bardzo wiele w moim odczuciu :)
      Ja tylko raz podrozowalam wynajetym samochodem, i chyba ostatni.

      Usuń
    2. Problemem jest dla nas ... czas, urlopu sobie nie rozmnożę, a i tak do każdego z krajow wracamy po kilka razy, zeby go dobrze poznać :P

      Usuń
  3. Ledwo doczytałam do końca, już nie mogę doczekać się kolejnego wpisu :D:D:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki komplement od Ciebie...aaaaa!! :)) dziekuje!!
      Przygod bylo sporo, wiec i mam nadzieje wpisy beda sie pojawiac co czas jakis :)

      Usuń
  4. Po czasie to się czyta jak przygodę, bo znamy zakończenie, ale wyobrażam sobie Twój niepokój w trakcie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej bm ytego nie powiedziala :) przez te pierwsze dni marzylam tylko o tym, zeby ten wyjazd sie skonczyl :)

      Usuń
  5. OMG! Już samo czytanie przyprawiło mnie o straszny stres i skurcz żołądka, a co dopiero być w centrum tego bałaganu... sorry, podróży. Podziwiam Cię :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no...przyznac musze, ze nie bylo mi zbyt wesolo :)

      Usuń
  6. Kurcze, ale czemu obrazona na Maroko? Jakos nigdzie nie doczytalam, oswiec mnie prosze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie pisalam o moich owczesnym fochu na Maroko...spowodowane to bylo pierwszym wrazeniem i paskudnie zlymi doswiadczeniami. Opisze to za niedlugo, ale do tej pory przyprawia mnie to o skret wnetrznosci i jakos tak zwklekam :) ale najwazniejsze, ze foch przeobrazil sie w czysta milosc do tego kraju :)))

      Usuń
  7. Podziwiam Cie, mnie nic i nikt nie przekonalby do jazdy afrykanskim autobusem... W kazdej czesci swiata znajda sie dobrzy ludzie...
    Czekam na dalsze wiesci...
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) polnocna Afryka na pewno inna niz ta centralna i dalej...mysle, ze zadna sila nie zmusila by mnie, zeby wsiasc do autobusy w takiej np. Nigerii :)

      Bardzo dziekuje za odwiedziny :) dzisiaj robie sobie nocna sesje Twojego bloga! :)

      Usuń
  8. Ale czemu Maroko takie be??? A tak poza tym powinnam książkę napisać o swoich podróżach, serio, będę pierwsza która ja kupi:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bylo baaardzo be, przez pierwsze 2 dni. Scenariusz nadaje sie na thriller, potem kolejne 2 wraz z ta podroza, o ktorej dzisiaj pisalam tez byly srednio przyjemne. Na szczescie los sie odmienil i potem nienawisc przeszla w milosc :D Maroko mimo tych paru zlych doswiadczen jest jednym z moich ukochanych krajow :)) i przeogromnie sie ciesze, ze jednak zostalam, bo ogrom pozytywnych przezyc zupelnie przycmil te gorsze :)
      ba! dla Maroko gotowa bylam rzucic studia i zapisac sie do szkoly arabskiego w Fez :D

      "od nienawisci do milosc" hahahah, to bedzie tytul wpisu o tej przygodzie ;))
      no patrz jak mnie zainspirowalas :P

      Usuń
    2. No to już brzmi lepiej:) ja miałam okres kiedy namawialam A. Na przeprowadzkę do Marakeszu! Ale teraz jak mamy Yogiego to mi przeszło. Tytuł na książkę tez Ci pomogę znaleść;)

      Usuń
    3. Pomijajac mozliwosci pracowe w Maroko, jak i Twojego malego lwa, chyba bym sie nie zastanawiala zbyt dlugo nad przeprowadzka :))

      a Twoj A jest z Marakeszu?

      Usuń
  9. Wiesz co? Ja to myślę, ze kiedyś powinnaś to wszystko wziać w jedna całość i napisać ksiażkę!
    Od Twoich hitorii nie można się oderwać... jestem pod wrażeniem tych wsszystkich wydarzeń...
    Wiesz.. ogromnie cieszę się że piszesz bloga, że zdielisz sie z nami tym wszystkim.. Dzięki Ci za to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja dziekuje za odwiedziny, komentarze i pozytywna energie :))

      Usuń
  10. przeczytałam wszystkie wpisy za jednym razem i teraz codziennie zaglądam z nadzieją, że jest jakiś nowy :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo, bardzo dziekuje :) kiedys wspominalam, ze pisanie notek nie przychodzi mi zbyt latwo plus chroniczny brak czasu, obiecuje sobie, ze bede pisywac czesciej, ale co z tego wynika...no roznie :)

      Usuń
  11. nie bylam jeszcze w Maroku,ale po obejrzeniu "w strone Marakeszu"z Kate Winslet,bardzo chcialam tam poejchac,ehhh ta moja dusza marzycielki...potem,moj kuzyn,ktory co dopiero wrocil z miesiecznego urlopu w Maroku,powiedzial,ze to najwieksze rozczarowanie jego zycia i Marakesz w ogole tez nie taki jak sobie wyobrazal...ostatecznie wybralam inna destynacje.zapraszam do Izraela!mozna poprosic o pieczatke na oddzielnnej karteczce,zeby nie bylo problemow z wjazdem do Dubaju ;D

    Ewelina

    Ewelina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego kuzyn rozczarowany Marokiem??? Rozumiem, ze mozna miec waty do MArakeszu, bo to juz takie bardzo turystyczne cos sie robi.
      Ale w ogolnym rozrachunku, Maroko uwielbiam, uwielbiam!!

      A Izrael? Paszport mam do 2016, wiec pod koniec waznosci przyjade :D :D :D
      Ty lepiej zakladaj tego bloga, zebym ja sobie mogla poczytac o tym i owym! :))

      Usuń
  12. Super dzielna z Ciebie kobieta :) Z tych Twoich przygód to dobra książka mogłaby powstać :) Pozdrawiam i czekam na kolejne odcinki opowieści :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzieki, dzieki :) ja ciagle nie jestem pewna czy to odwaga czy glupota. jednak sklaniam sie ku drugiej opcji! Zebym ja jescze umiala sie wyslowic to mozna by pisac... ;)

      Usuń
  13. Będziesz miała co wnukom opowiadać:) Wspaniałe przygody!Na miarę bestsellera książki przygodowej!

    OdpowiedzUsuń