środa, 17 października 2012

Codzienność...zakupy

Będzie o zakupach. Nie, nie! Tym razem nie o centrach handlowych a o ...dostarczaniu zakupów do domu, z ang. tak zwane delivery.

Delivery jest bardzo ważnym słowem w Dubaju ;)))

Ale od początku..
Jeśli czytaliście książkę Orhana Pamuka "Istanbul. Wspomnienia i miasto" to wiecie, że  jeszcze kilkanaście lat temu, kobiety, panie domu nie opuszczały swoich apartamentów z byle powodu, a zakupy spożywcze robiły przez ...okno :)!

Tradycyjna turecka architektura
Pamuk opisywał jak to kobiety wkładaly listę sprawunków do wiklinowego koszyczka. Na przywiazanej linie spuszczały koszyk z okna. Sklepikarz, z pobliskiego sklepu, (którego ulubioną czynnością, prócz sprzedawania oczywiście, jest przycupnieęcie przed wejściem, popijanie tureckiej herbaty, pogaduchy i obserwacja otoczenia) zerkał na listę zakupów, wkladał sprawunki do środka. Pociągnieciem liny dawłl znać pani domu, że koszyk gotowy. Czasami w koszyku sklepikarz znajdował pieniądze, czasami przez tydzień zapisywał skurpulatnie na skrawku papieru wszystkie sprawunki, a pod koniec tygodnia pan domu przychdził uregulowac płatności.

Czyż to nie jest lepsze niż zakupy online, konta bankowe, pay pale, karty kredytowe, przesyłki które nigdy nie docierają;)))?

Wiele razy włóczac się po Stambule marzyłam, żeby zobaczyć taki opadający z okna wiklinowy koszyczek. Nie miałam szcześcia niestety.

Pewnego dnia wybrałam się do bardzo niezwykłej miejscowosci zwanej Cumalikizik. Wioseczka malutka, w niedalekiej odleglosci od Stambulu, w której możemy poczuć jak żyli Turcy kilkadziesiat lat temu. I to wlasnie tam, włóczac się wąskimi uliczkami w pewnym momencie spostrzegłam koszyk na linie, zjeżdżający z okna! Jakaż była moja radość! Przystanełam nie chcąc stracić nic z tej niesamowitej sceny. Było dokładnie jak Pamuk opisywał. Sklepikarz podszedł, zabrał liste, wrócił ze spraunkami, szarpnął za linę, krzyknął coś i koszyk powędrował w górę.

Jak to wyglada w Dubaju? Trzeba by długą linę, żeby koszyczek z wieżowców spuszczać ;).
W Emiratach, jak i na całym Bliskim Wschodzie, dostawa do domu jest na porządku dziennym. Co kilka kroków sa małe hinduskie/pakistanskie sklepiki, które gdy się zadzwoni, w przeciągu kliku minut dostarczają pod drzwi wszystko czego dusza zapragnie. Nie ważne czy to będą 2 pomidory, czy jedna czekoladka, czy spore zakupy.

Pamiętam jak na początku miałam duże opory, żeby dzwonić i prosić o jakieś drobne rzeczy. 
I chyba byłam jedyną osobą w Dubaju z takimi rozterkami ;)
Tymczasem, to jest normalne :)
Gotujesz obiad, zabraknie ci ziemniaka - dzwonisz. Ziemniak za 5 min pod drzwiami ;)

Sklepiki takie nie naliczają dodatkowych opłat. Nie ma minimalnej kwoty zamówienia. Oczywiście napiwek jest zawsze mile widziany ale również nie jest to obowiązkowe.

http://www.telegraph.co.uk 

Rowery w Dubaju nie są popularne. Czasami kogoś się zobaczy w parku, przy plaży, ale nie na ulicach. Tymczasem Panowie dostarczający sprawunki jeżdżą na rowerach!

Podoba Wam sie taki pomysł?
Ciekawi mnie dlaczego np. w Polsce taki system się nie przyjął. Oświećcie mnie :)

Do nastepnego!

25 komentarzy:

  1. Uwielbiam takie male wioski, gdzie zwyczaje sprzed stare zwyczaje sa wciaz zywe. Moja miloscia sa Balkany i tam wciaz mozna poczuc klimat historii.
    A co do delivery, to fajna opcja z tym zadzwonie do sklepiku bo mi zabraklo cukru:) Jak szybko oni ze zakupy dostarczaja?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mniej wiecej 10-15 min, tak wiec jest to meeega wygodne. I takim sposobem czlowiek rozleniwia sie do granic mozliwosci :)))

      Usuń
  2. ciekawa jestem jakbym zamowila w ciemno buty i sukienke co bym znalazla w takim koszyczku. Ksiazka lezy i czeka, ale chyba musze ja przeczytac zanim opowiesz ja cala tutaj. Hihihi. Swoja droga ostanio w filmie "Argo" na ktorym bylam w kinie bylo kilka scen wlasnie w Stambule, zainspirowalo mnie to do zajrzenia w google co jest do zobaczenia w tym miescie i... wten o to sposob Turcja stala sie jednym z moich podrozniczych marzen. Stambul ma w sobie czar ktory juz mozna dostrzec na zdjeciach, a co dopiero w rzeczywistosci... Ochhh. Nic dziwnego, ze sie zakochalas!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja sie zglaszam na przewodnika :))))
      oj tesknie za tym dziwnym krajem!

      Usuń
    2. Tak w ogole to Ty chyba masz Stambul w tle bloga... Nie myle sie?

      Usuń
    3. oczywicie!!! :))))) Moje najnajnajukochanszo-cenniejsze zdjecie! Hagia Sophia i Blekitny Meczet. Zdjecie Europy robione z Azji.
      I pomyslec, ze tym widokiem napawalam sie przez niemal 3 lata, teraz mi przyszlo ogladac 7 pasmowa autostrade w srodku miasta ;))

      Zreszta nazwa mojego bloga tez turecka :D
      noo dobra, wiem, wiem mam bzika!

      Usuń
    4. Nie dziwię Ci się, że masz bzika - ja byłam w Turcji przez 2 tygodnie, jechałam dolmuszem i byłam na targu i też się zakochałam. Nie byłam w Stambule i jest on na mojej liście poznania :)

      Usuń
    5. Ja bylam w Stambule ponad 20 razy... jako przewodnik wycieczek. Mam raczej hate-love relationship. Uwielbiam historie, zabytki, Bosfor, ale niestety nie przepadam za Turkami;)

      Usuń
    6. to troche po fachu jestesmy ;) mieszkalam w Stambule ponad 2 lata!
      Mimo, ze czasem doprowadza wszystko do szalu, mnie Istanbul pochlanal bez reszty! :)

      Usuń
  3. Ale ciekawostka!U nas to każdy sklep musiałby sporo zarobić (tym bardziej na wspomnianym przez Ciebie jednym ziemniaku) i pewnie dlatego wcale takiej oferty nie było i nie ma;)Z kolei też wysokie ceny małych przedsiębiorców podyktowane są wysokimi podatkami i tak koło się zamyka:( Uczciwy człowiek ma małe szanse na sukces...
    Jeśli polityka naszego państwa skłoni się ku zwykłym ludziom,to ja chętnie pomyślę o zapełnieniu niszy deliwerowej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mysle, ze na takiej dostawie, wlasciciel nie traci wiele. Trzeba miec tylko "delivery boy", silne nogi, chec do pracy i dobre nastawienie ;)
      A jaka satysfakcja klienta. Niemal pewne, ze wroci :))

      "nisza deliwerowa" - rozkrecamy biznes ;))

      Usuń
  4. a czy zdarza sie ze przynosza .. no wiesz produkty nie swieze np:warzywa....
    no nie chodzi mo o takie juz psujace sie-skrajnosci- ale takie niezupelnie pierwszej swiezosci????? tak z ciekawosci pytam .. mialas taka sytuacje????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdarza sie. Zdarza sie, ze przynosza wiecej niz sie zamowilo, albo cos czego sie nie zamowilo, albo nie ma czegos o co prosilismy ;)
      aczkolwiek nigdy nie mialam problemu z wymiana/zamiana.
      Jedynie zal mi tego delivery boy, ktory musi w tym skwarze pedalowac. :)

      Usuń
  5. z ciekawością przeczytałam Twój post, bardzo by mi się przydał taki system dostaw, gdyż z reguły jak zaczynam gotować przypominam sobie, że a to tego a to tamtego brakuje:) biada, jeśli jest po 19 - zamiast do sklepu pod domem, muszę biec do marketu. U nas jednak marne szanse na wprowadzenie tego pomysłu w życie:)
    pozdrawiam!
    życie & podróże
    gotowanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. naprawdę zastanawia mnie dlaczego w Polsce nie. Co stoi na przeszkodzie?
      :)
      pozdrawiam, dzięki za odwiedziny!

      Usuń
  6. Jak powiedziałam tak zrobiłam
    Przeczytałam twój blog od deski do deski
    I cieszy mnie niezmiernie twój nowy post

    Turcja , to moja podróż poslubna... Pobudki o 4 rano i prZemierzanie setek km autobusem ...
    Sentyment pozostanie na zawsze
    Aczkolwiek na miejscu miałam mieszane uczucie
    Zbyt europejsko jak na kraj muzułmański i zbyt mułmansko jak na europejski . Choć podróż po wschodniej części jeszcze przede mną !
    Ja z kolei jestem wielbicielka Egiptu , nawet mieszkałam tam przez 9 miesięcy , spędziłem 2 tygodnie spiąć przy wielbladzie na pustyni ....
    Ale większość czasu jednak na bazie nurkowej ....
    Oj ... Niestety życie wagabundy już za mną ... Pożyję więc wirtualnie twoim

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj autokorektor zmiania sam litery , Sorki więc za literôwki

      Usuń
    2. Nie wierzeeeee, ze ktos przeczytal wszystkie moje posty. Nalezy Ci sie nagroda ;)))
      Dokladnie, Turcja taka jest. Ni Europejska, ni muzulmanska, troche irytujace, bardzo intrygujaca. Wschod Turcji jest jak inny swiat - warto zobaczyc.

      Ajj, 2 tygodnie przy wielbladzie, juz sobie to wyobrazilam i poczulam! Cudo!
      W Egipcie bylam ze wieki temu. Jako bardzo mloda osobka.
      Pasowaly by wrocic :)

      pozdrawiam i dziekuje za przeczytanie calego bloga:D (wow, dalej nie wierze) ;)))

      Usuń
    3. Buhahaah zwłaszcza czuć ;)
      Nie wiem czy bardziej wielbladzie czy mnie :)))

      Usuń
  7. Bardzo Ci dziękuję, że się u mnie odezwałaś-do tej pory nie wiedziałam nawet, że istnieje tak świetny blog, z którego można się tyle dowiedzieć. Bardzo fajna lektura! Wręcz fascynująca! :)) Pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję :))
      Mam nadzieję, że znajdziesz coś pożytecznego/ciekawego :)

      pozdrawiam

      Usuń
  8. Co tu dużo mówić... przepadłam... w Twoim blogu, przepadłam! ile już czytam? od godziny już???? :)) pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie powiem, żeby mnie to specjalnie martwiło ;))
      Bardzo mnie to cieszy :)))

      czekam na komentarze/sugestie/krytykę

      dzięki :)

      Usuń