czwartek, 7 marca 2013

Afrykanskie wspomnienia...dziennik podrozy


Niekowe nauki.
Kilka dni temu piszac o malarii naszla mnie nieodparta ochota by podzielic sie z Wami moja afrykanska-malaryczna przygoda. Nie wiem tak do konca, czy to normalne, ze na forum publicznym obnazam czasem swoja glupote. Pisze to chyba sama dla siebie, zeby przed kolejna podroza zaczerpnac nauki ;)

Rok 2007, Sahara Zachodnia, Dakhla

http://photosmaroc.net/image/1818-route-de-dakhla
Kamping w Dakhla.
Wynajelam komnate, mam materac i prad do godziny 22:00. Za ogrodzeniem Ocean Atlantycki i 30 cm muszle o finezyjnych ksztaltach. Uwielbiam taka pogode, jest goraco ale sucho, idealny klimat dla mnie. Oddycham gleboko afrykanskim powietrzem i ciesze sie kazdym ziarenkiem piasku, kazdym promieniem slonca, kazdym lykiem przeslodzonej herbaty. Popoludniami siadam przed drzwiami i w swietle zachodzaacego slonca czytam Heban, Kapuscinskiego. Moj sasiad, 70 letni Holender mieszka tu od 5 lat. Czasami zaprasza mnie na szklaneczke zielonej herbaty.
Zapada zmrok. Pora na wieczorna toalete. Prysznic, zimna woda jest darmowa, za ciepla wode trzeba zaplacic. Swiadoma zagrozen czyhajacych w wodzie kranowej, twarz i zeby myje uzywajac wody butelkowej. Dzisiaj wieczorem podczas mycia zebow wylaczyli prad, w ciemnosci przewrocilam butelke. Zabraklo mi doslownie na ostatnie plukanie.
 Jak tak szybko wyplucze buzie woda z kranu przeciez nic sie nie stanie, 5 sekund I po sprawie!


W nocy obudzil mnie przejmujacy bol. Pol twarzy opuchniete, ledwo moge ruszyc szczeka.

Zapalenie dziasla – stawiam sobie diagnoze.

Wsciekla na siebie, ze pozwolilam lenistwu wziac gore nad rozsadkiem, siegam po antybiotyk, ktory ze soba przywiozlam.

Mija 8h, dalej boli, nie moge spac, nie moge jesc, jestem obolala. Mija 16h, zadnej poprawy a wrecz mam wrazenie, ze jest gorzej. Po 24h zaczynam odczuwac wielki niepokoj. Mija kilka dni, niemal zmarnowanych przez bol, zanim odczuwam poprawe.
W miedzyczasie przyjezdza Maciej z ekipa, ktorzy zabiora mnie do Mauretanii. Zamiast cieszyc sie ze spotkania Polakow, siedze cicho z opuchnieta buzia. Wszystko przez kilka mililitrow wody kranowej.
Maciejowy samochod, czasami zapadal sie w piasek :)

W Mauretanii, po kilku dniach odczuwam ulge, antybiotyk zaczyna dzialac. W Nouakchott zegnam sie z ekipa, oni jada na poludnie, do Mali. Ja zostaje w Mauretanii. Na poludnie od stolicy zaczynaja sie tereny gdzie zagrozenie malaria jest wysokie. Nierozsadnie jest podrozowac bez tabletek.
http://ds-lands.com/photo/nouakchott/09/
Nie planuje jechac na polnoc. Chce pobyc na pustyni, chce pojechac na polnoc do oaz, w ktorych byl Kapuscinski, w zwiazku z tym nie biore tabletek antymalarycznych
Maur, ktory na totalnym pustkowiu pojawil sie nie wiadomo skad!

W Nouakchott nocuje w przepieknym kampingu. Wielki otwarty namiot, mnostwo materacy przypadkowo rozlozonych to tu to tam, nad kazdym wisi moskitieria. Przy kazdym materacu jest talerz i kubek wykonany z muszli wyrzuconych przez Atlantyk. Sporo turystow, wieczorne rozmowy przy malej lampce, bol dziasla zniknal. Znow czuje, ze zyje! Jestem w Afryce! Podrozuje i zapisuje w pamieci najdrobniejsze szczegoly. Ciagle zazywam antybiotyk, mimo iz czuje sie dobrze, nie mam apetytu, nic nie przechodzi mi przez gardlo. Nie martwi mnie to ani troche, dobra okazja do zrzucenia paru kilogramow.

Czas pedzi, pora ruszac w droge powrotne, ostatnia noc w Nouakchott, jutro kilkanascie godzin w autobusie I dotre do Nouadibhou, z ktorego ruszac bede znow do Sahary Zachodniej, a stamtad do Maroka. Rano budza mnie pierwsze promyki slonca. Wstaje i nie bardzo wiem co sie stalo, bo cale nogi, rece, twarz mam w czerwonych kropkach, ktore swedza niesamowicie. Panika, bo chyba cos zlapalam, przez glowe przelatuje mi rozne choroby. W pewnym momencie slysze kolo ucha bzzzzzzzz…komar.

Port w Nouadhibou

W nocy komary zrobily sobie ze mnie uczte. Odczuwam wielka ulge, ze to tylko komar, zadna ospa, odra ani nic takiego, pakuje wiec plecak i ruszam szukac autobusu, ktory zabierze mnie na polnoc.
Jedzenie mauretanskie, zwlaszcza po tym jak na kempingu zobaczylam miske ryzu przeznaczona na obiad dla turystow, na ktorej glebilo sie dziesiatki karaluchow, nie bardzo mi smakuje. Kupuje wiec jakas bulke i zjadam w autobusie.
Pozna noca docieram do NDB, wynajmuje miejsce do spania na 4h i rano ruszam na poszukiwanie kogos, kto zabierze mnie do Dakhla w Saharze Zachodniej. O transport nie jest latwo. Nie ma autobusow, tylko busiki, ktore jezdza tylko wczesnie rano, przed wschodem slonca i pozno wieczorem. Wlasciciel kempingu pomaga mi zalatwic transport. Bus, ktorym podrozuje powinien czuc sie nobilitowany, ze nazywam go BUSEM. Jest to silnik I kilka skleconych blach, ktore jakos tam sie trzymaja. Nie ma foteli. Ba! 1/3 tego pojazdu zajmuja pakunki, katrony, pudla, jedzie z name tez koza. Procz tego jest 10 pasazerow. Jedni stoja, jedni siedza, kazdy stara sie znalezc w miare wygodna pozycje, bo podroz trwa ok 20h. (O samej podrozy z NDB do Dakhla bedzie osobny wpis)


Port w Nouadhibou



Po ponad 20h docieram do Dakhla, jestem wykonczona, nie czuje tylka, nie czuje zadnej czesci ciala. Zasypiam kamiennym snem. Nastepnego dnia budze sie pozno, bo okolo godziny 10tej. Maly sklep, w ktorym mozna kupic podstawowe rzeczy, tuz kolo kempingu jest zamkniety. Pierwszy raz od kilkunastu dni jestem glodna. Jako, ze chcialabym zalatwic przy okazji bank, moze pojsc do kafejki internetowej, ruszam do miasta.

Prawda, ze trzeba miec nie lada fantazje, zeby sobie taki plot zafundowac :)?, NDB, Mauretania

Jest upalnie, poludnie, skwar sie leje z nieba. Czy wspominalam, ze uwielbiam taka pogode? Po 2h docieram do miasta. Zachodze do przydroznego baru, zamawiam rybe I herbate, potem robie male zakupy zywnosciowe. Wchodze do banku. Stoje w kolejce do kasjera, kiedy nagle czuje, ze cos jest nie tak. Zle sie czuje, bardzo zle.
Kolejne wspomnienie, to mnostwo ludzi dookola mnie. Tylko dlaczego leze na podlodze? Jestem mokra od potu i jest mi przerazliwie zimno. W tej sekundzie, bez zadnego zastanawiania sie co sie ze mna dzieje, w glowie dudni jedno slowo MALARIA, MALARIA, MALARIA, MALARIA!
Dalej sie trzese, juz nie wiem czy ze strachu czy z zimna. Ktos podaje mi wode w szklance, “ciekawe czy z kranowy czy z butelki” przemyka mi przez mysl, sama sobie odpowiadam “jak masz malarie to ani ameba ani zapalenie dziasla nie zrobia ci wielkiej roznicy”. Wypijam!

Pojawiaja sie policjanci, cos mowia, ale nie slysze. Slysze tylko swoj wewnetrzny glow “Malaria…I po co mi to bylo, szkoda bylo ci wydac 500zl na tabletki, no to masz”
Dochodze do siebie. Panowie mundurowi pytaja czy chce jechac do szpitala. Po tym co widzialam w Maure i Saharze Zachodniej, nie dzieki, nie chce do szpitala. Wezme taksi i pojade na kamping.

Policjanci zawoza mnie na kamping. Jak otumaniona, nie dziekujac im nawet, ide do swojej komnaty. Niepokoj zniknal. Czuje taka przerazliwie chlodna obojetnosc. Odretwienie. Mam pusto w glowie, nie wiem co robic.
W takim stanie zasypiam.  Nie dowierzam kiedy po obudzeniu dowiaduje sie, ze spalam ponad 24h, ze panowie policjanci przyjechali zagladnac czy wszystko dobrze, ze dozorca otworzyl im drzwi.
Ukaszenia komarow zbledly, nie swedza, czuje sie dobrze, jestem glodna jak wilk!

***

Nie musze chyba dodawac, ze malarii nie mialam.
Jednak ta historia niezle mnie przestraszyla.
Lekcja odrobiona.

Pozdrawiam Was z jednym jak dotad ukaszeniem przez nigeryjskiego komara ;)

Panu, ktory ukradl moj aparat z niemal wszystkimi zdjciami z tej podrozy chcialabym powiedziec, ze robilam zdjecia sercem i glowa. Wszystkie sa ze mna. Bezpieczne, a te ktore fizycznie mi ukradles mam nadzieje, ze ci sie przynajmniej podobaly!

33 komentarze:

  1. No to się najadłaś strachu...podziwiam te Twoje wojaże, ja jestem za miękka na takie przygody ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym wiedziala co mnie czeka to moze bym sie zastanowila:-)

      Usuń
  2. Podziwiam Cię, że tak zaryzykowałaś. Ją do Kenii wybrałam sie jednak z tabletkami na malarie, troche męczące było to ciągle pamiętanie o nich (po powrocie jeszcze przez tydzień musiałam je łykac) jednak wizja choroby była dla mnie jeszcze gorsza. Dobrze jednak, ze wszystko skończyło sie pomyślnie dla Ciebie. Ps. W poście na temat niewolnictwa w Emiratach cz.1 podałam Ci tytuły książek o których Ci kiedyś wspominalam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzialam liste ksiazek, bardzo dzieki:-) mam tu limifowany net wiec czasem mi cos umyka. Co dotabletek, po tej lekcji zawsze sa ze mna w podrozy:-)

      Usuń
  3. No czytałam z zapartym tchem. Powiedz, skąd w Tobie tyle odwagi plątać się po takich krajach :) Pewnie połowa to moja :) Sama nie wyruszyłabym w taką wyprawę. Strasznie mnie blokuje brak predyspozycji do okiełznania j. angielskiego :( i niemożność porozumiewania z ludźmi. Coś mi się wydaje, że niegramotnie ostatnio się wysławiam w komentarzach ;)Jak napiszesz książkę to prześlij mi taką szczotkę do przeczytania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama bym chciala wiedziec co to mnie pcha to tu to tam, ale nie wiem. Jezyk nie jest przeszkoda, nie znalam wtedy ani arabskiego ani francuskiego, angielski tak sobie. Usmiech, dobre intencje, szacunek dla kultury i ludzi, odpowiednia miwa ciala, wszystko zaatwi:-)

      Usuń
  4. Na szczescie final byl szczesliwy i nie byla to malaria. Przyznam, ze czytalam z zapartym tchem :) Jeli chodzi o obnazanie wlasnej glupoty (jak wspomnialas na poczatku) to nie martw sie, kazdemu sie zdarza - ja bedac pierwszy raz w Egipcie w najgoretszym okresie pamietalam o tym aby nie pic wody z kranu, nie jesc lodow itp itd ale rozum mi odebralo kiedy podazylam za tlumem innych turystow i lyknelam sobi swiezej zimnej wody ze stduni na pustyni :) to jest dopiero glupota (chyba slonce na chwile wysuszylo moje komorki). Nastepnego dnia jak mozna sie domyslic dopadla mnie tzw. Klatwa Faraona (jednym jej plusem byl nagly spadek wagi :). Nastepnym razem jednak pojechalam juz w stu procentach przygotowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciessze sie, ze nie jestem sama:-) w moim przypadku nie kazda lekcja przynosi rezultat, czasem musze powtarzac:-) ta lekcja jednak dosc dobrze zapadla mi w pqmiec:-)

      Usuń
  5. Super napisane...podróżowałaś sama...??? Jeśli tak-jestem pod ogromnym wrażeniem odwagi i samozaparcia :) Pozdrawiam Cię serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki:-) tak, zawsze podrozuje sama. Czasami ak jak w tym przypadku przez 2-3 dni z kims poznanym po drodze, wole jednak w pojedynke:-)

      Usuń
  6. Zwykle czytam z zapartym tchem, dzis czytalam z zapartym tchem i otwartymi ustami. Tez jako jedna z wielu tutaj, podziwiam Cie za odwage. Czyli tak naprawde co Ci bylo? Zlapalas jakas bakterie?
    Co do aparatu, to moze dla Ciebie to niewielka strata, ale dla nas ogromna. Moze sprobujesz cos nam narysowac wiec? Ja mam dwa aparaty, jak chcesz to wysle Ci jeden... Co prawda troche zdezelowany z wierzchu, ale robi dobre zdjecia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co by Ci komar nie wlecial:-) Ty zaapeluj lepiej do zlodzieja, zeby mi karte pamieci oddal, aparat niech zatrzyma. Mimo, zeminelo wiele lat dalej mnie ta strata boli, ae jak napisalam, wszystkie zdjeciaa i wspomnienia sa we mnie:-)

      Usuń
    2. Pojecia nie mam co mi sie wtedy stalo. Na pewno wyczerpanie bo nic nie jadlam, procz antybiotyku. Byc moze jakis szok organizmu na te dziesiatki ugryzien komarow no i moj poludniowy spacer. Brak snu, ciezkie kilkadziesiat godin podrozy. Sama se gratuluje durnoty :-)

      Usuń
  7. wow podziwiam Twoja odwage, zeby podrozowac w takie zakatki!! i bardzo ciekawie to opisujesz, przez co naprawde czyta sie jednym tchem :)

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak juz wspomnialam, gdybym przed moimo podrozami wiedziala co mnie czeka to pewnie siedzialabym na zadku:-)

      Usuń
  8. myślę co napisać i nie umiem ubrać w słowa swojego zdumienia :D
    nie dla mnie takie przygody, ale cudnie się o nich czyta :D
    dzięki za relację :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mowiac to tez lepiej mi sie czyta o takich przygodach, no ale co poczac:-)

      Usuń
  9. No coments .
    Jesteś po prostu obłędna !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziki za taka interpretaci mojej nieoxopnosci:-)

      Usuń
  10. Czy Twoja Mama czyta Twojego bloga??;)

    Nigdy nie mialam takich okropnych dolegliwosci w podrozy, no ale ja tez nigdy nie zapuscilam sie do takich ekstremalnych miejsc. Natomiast dobrze pamietam zmarnowana wizyte w Monako, kiedy to dopadlo mnie zapalenie pecherza i zwiedzilam praktycznie wszystkie dostepne toalety w Monte Carlo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yyyyyy, Mama moze sie faktycznie conieco z bloga dowiedziec:-) le w przpadku zapalenia dziasla, bya konsultantem. Tzn pislam czy moge zmienic antybiotyk:-)

      Usuń
  11. czyta,czyta a oprócz tego ciągle się martwi ... jak każda mama

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mama??? Hehhehe, ale ta historie znalas:-) przeciez konsultowalam sie smsowo czy sobie dziaslo igla przekluc moge. Hahah:-)

      Usuń
  12. Jestes wielka! A o nieprzemyslanych decyzjach,tez wiem co nieco...Objechalam z kolezanka cala Europe autostopem i narawde zdarzaly sie rozne sytuacje... Moze nie grozila mi malaria,ale zycie moglam stracic kilkukrotnie...nacpany kierowca wjezdzajacy na przeciwlegly pas,spanie w spiworze na parkigach kolo autostrady i innych ciekawych miejscach,przyjecie gosciny od pdejrzanych osobnikow etc...ale bylo warto i w sumie bardzo dobrze wszystko wspominam!A tak poza tym marzy mi sie podroz dookola swiata...ale nie wiem,czy kiedykolwiek uda mi sie to zrealizowac...pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha, dokladnie!
      jesli ktos kiedykolwiek podrozowal nie wydajac przy tym fortuny, na pewno zaznal takich przygod :)
      byle zakonczenia byly dobre!

      pozdrawiam i zycze owej podrozy dookola globu! :)

      Usuń
  13. pochłonęłam prawie cały Twój blog w jedną noc :) Wspaniale piszesz. Emiraty, Dubaj i w ogóle Bliski Wschód to moje marzenie - mam nadzieję, że kiedyś się spełni... Coś mnie tam ciągnie - tak jak Ciebie kiedyś.
    Pozdrawiam serdecznie i czekam z niecierpliwością na kolejne wpisy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziekuje :) no i mam nadzieje, ze marzenia sie spelnia! a uwazaj o czym marzysz, bo naprawde sie spelaniaja :)))

      Usuń
  14. Malarie przechodzilam dwa razy (no coz, glupota ponoc nie boli, jednak w moim przypadku byla wyjatkowo bolesna, hehehe) i zdecydowanie nie polecam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie strasz1!!!!!!! Ja wlasnie dzisiaj czuje sie srednio. Zwalam wine na klimatyzacje :| Mam nadzieje, ze to nic wiecej!

      Usuń
  15. Zazdroszczę! Super fotki. Bardzo ciekawy blog :) od dzisiaj będę zaglądać częściej :)

    OdpowiedzUsuń
  16. świetny blog :) będę na pewno tutaj częściej zagladać i czytać nowe posty:)

    OdpowiedzUsuń