Niekowe nauki.
Kilka dni temu piszac o malarii naszla mnie nieodparta
ochota by podzielic sie z Wami moja afrykanska-malaryczna przygoda. Nie wiem
tak do konca, czy to normalne, ze na forum publicznym obnazam czasem swoja
glupote. Pisze to chyba sama dla siebie, zeby przed kolejna podroza zaczerpnac
nauki ;)
Rok 2007, Sahara Zachodnia, Dakhla
![]() |
| http://photosmaroc.net/image/1818-route-de-dakhla |
Kamping w Dakhla.
Wynajelam komnate, mam materac i prad do godziny 22:00. Za ogrodzeniem Ocean
Atlantycki i 30 cm muszle o finezyjnych ksztaltach. Uwielbiam taka pogode, jest
goraco ale sucho, idealny klimat dla mnie. Oddycham gleboko afrykanskim
powietrzem i ciesze sie kazdym ziarenkiem piasku, kazdym promieniem slonca,
kazdym lykiem przeslodzonej herbaty. Popoludniami siadam przed drzwiami i w
swietle zachodzaacego slonca czytam Heban, Kapuscinskiego. Moj sasiad, 70 letni
Holender mieszka tu od 5 lat. Czasami zaprasza mnie na szklaneczke zielonej
herbaty.
Zapada zmrok. Pora na wieczorna toalete. Prysznic, zimna woda
jest darmowa, za ciepla wode trzeba zaplacic. Swiadoma zagrozen czyhajacych w
wodzie kranowej, twarz i zeby myje uzywajac wody butelkowej. Dzisiaj wieczorem
podczas mycia zebow wylaczyli prad, w ciemnosci przewrocilam butelke. Zabraklo
mi doslownie na ostatnie plukanie.
Jak tak szybko wyplucze buzie woda z kranu
przeciez nic sie nie stanie, 5 sekund I po sprawie!
W nocy obudzil mnie przejmujacy bol. Pol twarzy opuchniete,
ledwo moge ruszyc szczeka.
Zapalenie dziasla –
stawiam sobie diagnoze.
Wsciekla na siebie, ze pozwolilam lenistwu wziac gore nad
rozsadkiem, siegam po antybiotyk, ktory ze soba przywiozlam.
Mija 8h, dalej boli, nie moge spac, nie moge jesc, jestem
obolala. Mija 16h, zadnej poprawy a wrecz mam wrazenie, ze jest gorzej. Po 24h
zaczynam odczuwac wielki niepokoj. Mija kilka dni, niemal zmarnowanych przez
bol, zanim odczuwam poprawe.
W miedzyczasie przyjezdza Maciej z ekipa, ktorzy zabiora
mnie do Mauretanii. Zamiast cieszyc sie ze spotkania Polakow, siedze cicho z
opuchnieta buzia. Wszystko przez kilka mililitrow wody kranowej.
![]() |
| Maciejowy samochod, czasami zapadal sie w piasek :) |
W Mauretanii, po kilku dniach odczuwam ulge, antybiotyk
zaczyna dzialac. W Nouakchott zegnam sie z ekipa, oni jada na poludnie, do
Mali. Ja zostaje w Mauretanii. Na poludnie od stolicy zaczynaja sie tereny
gdzie zagrozenie malaria jest wysokie. Nierozsadnie jest podrozowac bez
tabletek.
![]() |
| http://ds-lands.com/photo/nouakchott/09/ |
Nie planuje jechac na polnoc. Chce pobyc na pustyni, chce pojechac na polnoc do oaz, w ktorych byl Kapuscinski, w zwiazku z tym nie biore tabletek antymalarycznych
W Nouakchott nocuje w przepieknym kampingu. Wielki otwarty
namiot, mnostwo materacy przypadkowo rozlozonych to tu to tam, nad kazdym wisi
moskitieria. Przy kazdym materacu jest talerz i kubek wykonany z muszli
wyrzuconych przez Atlantyk. Sporo turystow, wieczorne rozmowy przy malej
lampce, bol dziasla zniknal. Znow czuje, ze zyje! Jestem w Afryce! Podrozuje i
zapisuje w pamieci najdrobniejsze szczegoly. Ciagle zazywam antybiotyk, mimo iz
czuje sie dobrze, nie mam apetytu, nic nie przechodzi mi przez gardlo. Nie
martwi mnie to ani troche, dobra okazja do zrzucenia paru kilogramow.
Czas pedzi, pora ruszac w droge powrotne, ostatnia noc w
Nouakchott, jutro kilkanascie godzin w autobusie I dotre do Nouadibhou, z
ktorego ruszac bede znow do Sahary Zachodniej, a stamtad do Maroka. Rano budza
mnie pierwsze promyki slonca. Wstaje i nie bardzo wiem co sie stalo, bo cale
nogi, rece, twarz mam w czerwonych kropkach, ktore swedza niesamowicie. Panika,
bo chyba cos zlapalam, przez glowe przelatuje mi rozne choroby. W pewnym
momencie slysze kolo ucha bzzzzzzzz…komar.
![]() |
| Port w Nouadhibou |
W nocy komary zrobily sobie ze mnie uczte. Odczuwam wielka
ulge, ze to tylko komar, zadna ospa, odra ani nic takiego, pakuje wiec plecak i
ruszam szukac autobusu, ktory zabierze mnie na polnoc.
Jedzenie mauretanskie, zwlaszcza po tym jak na kempingu
zobaczylam miske ryzu przeznaczona na obiad dla turystow, na ktorej glebilo sie
dziesiatki karaluchow, nie bardzo mi smakuje. Kupuje wiec jakas bulke i zjadam
w autobusie.
Pozna noca docieram do NDB, wynajmuje miejsce do spania na
4h i rano ruszam na poszukiwanie kogos, kto zabierze mnie do Dakhla w Saharze
Zachodniej. O transport nie jest latwo. Nie ma autobusow, tylko busiki, ktore
jezdza tylko wczesnie rano, przed wschodem slonca i pozno wieczorem. Wlasciciel
kempingu pomaga mi zalatwic transport. Bus, ktorym podrozuje powinien czuc sie
nobilitowany, ze nazywam go BUSEM. Jest to silnik I kilka skleconych blach,
ktore jakos tam sie trzymaja. Nie ma foteli. Ba! 1/3 tego pojazdu zajmuja
pakunki, katrony, pudla, jedzie z name tez koza. Procz tego jest 10 pasazerow.
Jedni stoja, jedni siedza, kazdy stara sie znalezc w miare wygodna pozycje, bo
podroz trwa ok 20h. (O samej podrozy z NDB do Dakhla bedzie osobny wpis)
***
Nie musze chyba dodawac, ze malarii nie mialam.
Jednak ta historia niezle mnie przestraszyla.
Lekcja odrobiona.
Pozdrawiam Was z jednym jak dotad ukaszeniem przez
nigeryjskiego komara ;)
Panu, ktory ukradl moj aparat z niemal wszystkimi zdjciami z tej podrozy chcialabym powiedziec, ze robilam zdjecia sercem i glowa. Wszystkie sa ze mna. Bezpieczne, a te ktore fizycznie mi ukradles mam nadzieje, ze ci sie przynajmniej podobaly!
Panu, ktory ukradl moj aparat z niemal wszystkimi zdjciami z tej podrozy chcialabym powiedziec, ze robilam zdjecia sercem i glowa. Wszystkie sa ze mna. Bezpieczne, a te ktore fizycznie mi ukradles mam nadzieje, ze ci sie przynajmniej podobaly!







No to się najadłaś strachu...podziwiam te Twoje wojaże, ja jestem za miękka na takie przygody ;)
OdpowiedzUsuńJakbym wiedziala co mnie czeka to moze bym sie zastanowila:-)
UsuńPodziwiam Cię, że tak zaryzykowałaś. Ją do Kenii wybrałam sie jednak z tabletkami na malarie, troche męczące było to ciągle pamiętanie o nich (po powrocie jeszcze przez tydzień musiałam je łykac) jednak wizja choroby była dla mnie jeszcze gorsza. Dobrze jednak, ze wszystko skończyło sie pomyślnie dla Ciebie. Ps. W poście na temat niewolnictwa w Emiratach cz.1 podałam Ci tytuły książek o których Ci kiedyś wspominalam.
OdpowiedzUsuńWidzialam liste ksiazek, bardzo dzieki:-) mam tu limifowany net wiec czasem mi cos umyka. Co dotabletek, po tej lekcji zawsze sa ze mna w podrozy:-)
UsuńNo czytałam z zapartym tchem. Powiedz, skąd w Tobie tyle odwagi plątać się po takich krajach :) Pewnie połowa to moja :) Sama nie wyruszyłabym w taką wyprawę. Strasznie mnie blokuje brak predyspozycji do okiełznania j. angielskiego :( i niemożność porozumiewania z ludźmi. Coś mi się wydaje, że niegramotnie ostatnio się wysławiam w komentarzach ;)Jak napiszesz książkę to prześlij mi taką szczotkę do przeczytania :)
OdpowiedzUsuńSama bym chciala wiedziec co to mnie pcha to tu to tam, ale nie wiem. Jezyk nie jest przeszkoda, nie znalam wtedy ani arabskiego ani francuskiego, angielski tak sobie. Usmiech, dobre intencje, szacunek dla kultury i ludzi, odpowiednia miwa ciala, wszystko zaatwi:-)
UsuńNa szczescie final byl szczesliwy i nie byla to malaria. Przyznam, ze czytalam z zapartym tchem :) Jeli chodzi o obnazanie wlasnej glupoty (jak wspomnialas na poczatku) to nie martw sie, kazdemu sie zdarza - ja bedac pierwszy raz w Egipcie w najgoretszym okresie pamietalam o tym aby nie pic wody z kranu, nie jesc lodow itp itd ale rozum mi odebralo kiedy podazylam za tlumem innych turystow i lyknelam sobi swiezej zimnej wody ze stduni na pustyni :) to jest dopiero glupota (chyba slonce na chwile wysuszylo moje komorki). Nastepnego dnia jak mozna sie domyslic dopadla mnie tzw. Klatwa Faraona (jednym jej plusem byl nagly spadek wagi :). Nastepnym razem jednak pojechalam juz w stu procentach przygotowana.
OdpowiedzUsuńCiessze sie, ze nie jestem sama:-) w moim przypadku nie kazda lekcja przynosi rezultat, czasem musze powtarzac:-) ta lekcja jednak dosc dobrze zapadla mi w pqmiec:-)
UsuńSuper napisane...podróżowałaś sama...??? Jeśli tak-jestem pod ogromnym wrażeniem odwagi i samozaparcia :) Pozdrawiam Cię serdecznie
OdpowiedzUsuńDzieki:-) tak, zawsze podrozuje sama. Czasami ak jak w tym przypadku przez 2-3 dni z kims poznanym po drodze, wole jednak w pojedynke:-)
UsuńZwykle czytam z zapartym tchem, dzis czytalam z zapartym tchem i otwartymi ustami. Tez jako jedna z wielu tutaj, podziwiam Cie za odwage. Czyli tak naprawde co Ci bylo? Zlapalas jakas bakterie?
OdpowiedzUsuńCo do aparatu, to moze dla Ciebie to niewielka strata, ale dla nas ogromna. Moze sprobujesz cos nam narysowac wiec? Ja mam dwa aparaty, jak chcesz to wysle Ci jeden... Co prawda troche zdezelowany z wierzchu, ale robi dobre zdjecia...
Co by Ci komar nie wlecial:-) Ty zaapeluj lepiej do zlodzieja, zeby mi karte pamieci oddal, aparat niech zatrzyma. Mimo, zeminelo wiele lat dalej mnie ta strata boli, ae jak napisalam, wszystkie zdjeciaa i wspomnienia sa we mnie:-)
UsuńPojecia nie mam co mi sie wtedy stalo. Na pewno wyczerpanie bo nic nie jadlam, procz antybiotyku. Byc moze jakis szok organizmu na te dziesiatki ugryzien komarow no i moj poludniowy spacer. Brak snu, ciezkie kilkadziesiat godin podrozy. Sama se gratuluje durnoty :-)
Usuńwow podziwiam Twoja odwage, zeby podrozowac w takie zakatki!! i bardzo ciekawie to opisujesz, przez co naprawde czyta sie jednym tchem :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
Jak juz wspomnialam, gdybym przed moimo podrozami wiedziala co mnie czeka to pewnie siedzialabym na zadku:-)
Usuńmyślę co napisać i nie umiem ubrać w słowa swojego zdumienia :D
OdpowiedzUsuńnie dla mnie takie przygody, ale cudnie się o nich czyta :D
dzięki za relację :)
Szczerze mowiac to tez lepiej mi sie czyta o takich przygodach, no ale co poczac:-)
UsuńNo coments .
OdpowiedzUsuńJesteś po prostu obłędna !
Dziki za taka interpretaci mojej nieoxopnosci:-)
UsuńCzy Twoja Mama czyta Twojego bloga??;)
OdpowiedzUsuńNigdy nie mialam takich okropnych dolegliwosci w podrozy, no ale ja tez nigdy nie zapuscilam sie do takich ekstremalnych miejsc. Natomiast dobrze pamietam zmarnowana wizyte w Monako, kiedy to dopadlo mnie zapalenie pecherza i zwiedzilam praktycznie wszystkie dostepne toalety w Monte Carlo...
Yyyyyy, Mama moze sie faktycznie conieco z bloga dowiedziec:-) le w przpadku zapalenia dziasla, bya konsultantem. Tzn pislam czy moge zmienic antybiotyk:-)
Usuńczyta,czyta a oprócz tego ciągle się martwi ... jak każda mama
OdpowiedzUsuńMama??? Hehhehe, ale ta historie znalas:-) przeciez konsultowalam sie smsowo czy sobie dziaslo igla przekluc moge. Hahah:-)
UsuńJestes wielka! A o nieprzemyslanych decyzjach,tez wiem co nieco...Objechalam z kolezanka cala Europe autostopem i narawde zdarzaly sie rozne sytuacje... Moze nie grozila mi malaria,ale zycie moglam stracic kilkukrotnie...nacpany kierowca wjezdzajacy na przeciwlegly pas,spanie w spiworze na parkigach kolo autostrady i innych ciekawych miejscach,przyjecie gosciny od pdejrzanych osobnikow etc...ale bylo warto i w sumie bardzo dobrze wszystko wspominam!A tak poza tym marzy mi sie podroz dookola swiata...ale nie wiem,czy kiedykolwiek uda mi sie to zrealizowac...pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńhahaha, dokladnie!
Usuńjesli ktos kiedykolwiek podrozowal nie wydajac przy tym fortuny, na pewno zaznal takich przygod :)
byle zakonczenia byly dobre!
pozdrawiam i zycze owej podrozy dookola globu! :)
pochłonęłam prawie cały Twój blog w jedną noc :) Wspaniale piszesz. Emiraty, Dubaj i w ogóle Bliski Wschód to moje marzenie - mam nadzieję, że kiedyś się spełni... Coś mnie tam ciągnie - tak jak Ciebie kiedyś.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie i czekam z niecierpliwością na kolejne wpisy
Bardzo Ci dziekuje :) no i mam nadzieje, ze marzenia sie spelnia! a uwazaj o czym marzysz, bo naprawde sie spelaniaja :)))
UsuńMalarie przechodzilam dwa razy (no coz, glupota ponoc nie boli, jednak w moim przypadku byla wyjatkowo bolesna, hehehe) i zdecydowanie nie polecam!
OdpowiedzUsuńNie strasz1!!!!!!! Ja wlasnie dzisiaj czuje sie srednio. Zwalam wine na klimatyzacje :| Mam nadzieje, ze to nic wiecej!
UsuńZazdroszczę! Super fotki. Bardzo ciekawy blog :) od dzisiaj będę zaglądać częściej :)
OdpowiedzUsuńDzieki bardzo i zapraszam! :)
Usuńświetny blog :) będę na pewno tutaj częściej zagladać i czytać nowe posty:)
OdpowiedzUsuńdziekowac :)
Usuń