Post dla wytrwałych!
A właściwie fotorelacja :)
Zapraszam Was na relację z mojego piątkowego dnia i nocy na pustyni.
Nasz lokalny przyjaciel, prawdziwy nomad, urodzony na pustyni, znający niemal każde jej ziarnko zaoferował nam lekcje jazy po wydmach. Jakże więc było nie skorzystać!
Zaczynamy odczuwać pustynny klimat...piach wszędzie
![]() |
| Czołg - samochód naszego mistrza ;) |
Czuć już zapach pustyni....aczkolwiek ciągle jesteśmy w Dubaju. Tutaj bez samochodu ani rusz! Nawet wielbłądy mają własny transport ;)
To znaczy spuścić odpowiednią ilość powietrza z opon. Nasz specjalista osobiście sprawdza wszystkie opony. Podekscytowanie rośnie!!
Ruszamy!!
![]() | |
| Ślady przeciera nasz mistrz ;) |
Przezabawnie było, kiedy podążając śladami pierwszego samochodu, bez odpowiednich umiejętności zakopywaliśmy się w piasku. Mohamed (nasz nomad) wracał, podjeżdzał, po czym spokojnym, pewnym, wszystkowiedzącym tonem mówił np. "Sprzęgło na 1/4, wciśnij to i to, skręć około 30 stopni w prawo, poczujesz opór piasku, wyprostuj kierownicę"
Działało!
Bawiło mnie to do niezmiernie, bo dla niego te ruchy, te czynności i zachowania są tak oczywiste. Tymczasem mnie to kojarzyło się to z podawaniem przepisu na muffinki "do dwóch jajek dodaj łyżkę cukru, miksuj przez 3 min " ;)))
Zabawa trwała w najlepsze, w pewnym momencie jeden z samochodów zakopał się bardzo głęboko.
Spokojni, wiedząc, że tuż obok jest pustynny wyga, czekamy aż wyciągnie nas z tarapatów.
Kawałek liny, sporo umiejętności i uff!! Jedziemy dalej!
W pewnym momencie pustynia pokazuje, kto tu jest szefem...
Samochód Mohameda zapada się w ogromną wydmę...
Mohamed ze wszelkich sił usiłuje się wydostać...rezultatem jednak jest tylko ogrom wznieconego piachu i głębsze zapadnięcie się samochodu.
Postanawiamy ponownie użyć liny.
W przypadku małej Toyoty lina była wystarczająca, jednakże przy wyciągania tego małego czołgu pękała raz po raz...dołożyliśmy jeszcze jedną, nic nie było w stanie ruszyć samochodu.
Postanowiliśmy spróbować holować z bliższej odległości...rezultat widać: Toyota również utknęła!!!
Na nic zdało się pchanie samochodu, na nic odkopywanie piasku spod kół. Obydwa samochody były nie do ruszenia.
Dostaliśmy lekcję zwaną "Lina"
Lekcja brzmi: Wybierając się na pustynię weź najmocniejszą linę z możliwych.
Mając jeszcze jeden samochód do dyspozycji próbowaliśmy ściągnąć Toyotę z wydmy. Daremny nasz trud.
Nasze zwykłe liny raz po raz rwały się jak sznurówki.
Widząc, że nasze starania nie przynoszą efektów i mając na uwadze, że za 1.5h zapadnie zmrok, część naszej ekipy wróciła do miasta aby przywieźć porządną linę.
W zaledwie kilka chwil po ich wyjeździe przejeżdżający obok jeep zatrzymał się z pytaniem, czy wszystko gra. Samochód miał wbudowaną metalową (? jakkakolwiek by to nie była, była diabelsko mocna) linę. Podoczepialiśmy wszystko i w ciągu 2 min obydwa samochody zostały uwolnione :)
Wdzięczni i szczęśliwi ruszyliśmy dalej
Nie minęło 10 min, kiedy natknęliśmy się na ... zakopany samochód. Teraz to my ratowaliśmy uwięzionych przez wydmę nieszczęśników. Wiał straszny wicher, więc wybaczcie mi brak zdjęć z naszej akcji :)
Tymczasem zapadł zmrok i pora było rozpalić ognisko
Tymczasem zapadł zmrok i pora było rozpalić ognisko
Dzięki temu, że byliśmy w towarzystwie doświadczonych ludzi, którzy z nie jednej opresji wyszli, zabawa była przednia. Aczkolwiek tuż po wyjeździe z pustyni, kupiliśmy porządne liny...na przyszłość :)
***
Post Scriptum ;)
W czasie kiedy jedni próbowali wydostać samochody z wydm - puapek, inni:
Oddawali się rozkoszy podziwiania piachu po horyzont!
Wspinali się na wydmy próbując zostawić fajne ślady ;)
Próbowali uchwycić swój powabny cień ;)
Korzystali z dobrodziejst piaskowego peelingu stóp:
Przekazywali niewerbalne wiadomości na drugi koniec świata:
Próbowali uchwycić swoje odbicie w oknie zasypanego samochodu, by przekazać flogo i blogo wiczom pustynne pozdrowienia:
Do następnego ! :)
Aneta























Czy moge do Ciebie przyjechac?! Nienawidze wysokich temaperatur, ale marzy mi sie raz w zyciu zobaczyc na wlasne oczy taka wlasnie pustynie. Poczuc ten pisek miedzy palcami i tez zrobic sobie kilka zdjec. Twoje sa super! Anetko, podpisuj zdjecia, bo w sieci nic nie ginie i obys nie zobaczyla ich kiedys na jakims innym portalu, podpisanych cudzym nazwiskiem.
OdpowiedzUsuńPrzybywaj :)) teraz temperatury są cudne, 35C i sucho!! a po 20tej na pustyni zimno:)
OdpowiedzUsuńHmmm, muszę raz jeszcze przemyśleć podpisywanie zdjęć, kiedyś się nad tym zastanawiałam, ale stwierdziłam, że są tak beznadziejne, że ten, kto chciałby je skopiować nie będzie miał zbyt wiele pożytku ;)
Kurcze, piękne zdjęcia. Czuję przed pustynią jakiś lęk. Nocą bym nie zasnęła, bo wyobraźnię mam rozbudowaną i lęki przed "robactwem", ale gdybym się znalazła w okolicach to nie omieszkałabym tam wstąpić ;) tak jak w Kapadocji nie mogłam sobie odmówić swobodnego lotu balonem.
OdpowiedzUsuńTo prawda, trzeba skorzystać :) ja też się boję pustyni, na wiele sposobów, jednocześnie uwielbiam. Magicznym miejscem jest dla mnie.
UsuńKapadocja była dla mnie wyzwaniem, bo mam potworny lęk wysokości! Nawet nie lęk wysokości, bo o ile mam coś stabilnego pod nogami tom odważna nawet będąc wysoko, a balon nie daje mi poczucia stabilnosci :) mimo to bylo warto, fakt :)
relacja swietna ale po oponach widze ze ci nomadzi to dosknale na tych oponach sobie radza na autostaradch w Dubai ale na piasek to one sie nie nadaja niestety a juz FJ cruiser oponami moze imponowac na glownym deptaku asfaltowym w Dubai :-)) Ale fakt ze przygode mialas swietna . Dla mnie najlepsze jest zdjecie wilblada na Toyocie !!!! jak Toyka padnie to wielblada sie wyciaga i dalej w droge . szok !! :-))
OdpowiedzUsuńz lekcji zapamietalam tyle: toyota-opony ok. Landek - nie. czołg - nie wiem ;)) pojechalismy na zupelnym spontanie (stad tez brak liny),i nie wjezdzalismy na głeboka pustynie. ale od przyszłego tygodnia na powaznie bedzie nas uczył jazdy po piachu ;) ja tez ze wszystkich pojazdow wybieram wielblada ;)))
OdpowiedzUsuńi wlasnie camel jest najpiekniejszym pojazdem pustyni :-))
Usuńaaaaaale przygoda :)
OdpowiedzUsuńprzypomniałaś mi moją w Arizonie :) kiedyś na pewno ją opiszę :)
cudowne zdjęcia! kobieta na pustyni. wiadomo :D
Czekam zatem na Twoja relacje :)
Usuńwow ale widoki........... zapieraja dech w piersiach a widziec to w rzeczywistosci to dopiero musi robic wrazenie!!!!!!
OdpowiedzUsuńświetne zdjęcia, zazdroszczę takiej przygody ;)
OdpowiedzUsuńojojojojjjjjj jaka szkoda że mnie tam nie ma!!!!!! cudnie
OdpowiedzUsuńSuper relacja:) I piekne zdjecia.
OdpowiedzUsuńJaaa! Dubaj zrobił na mnie wrażenie, ale dopiero widok pustyni przeszył prawdziwym dreszczem. O ile świat arabski nie wzbudzał dotychczas mojego nadmiernego zainteresowania, to pustynia kompletnie mnie oczarowała i oprócz Twojego bloga poszukam jeszcze innych źródeł informacji o tamtym rejonie świata. Bardzo cieszę się, że "tam" jesteś i tak świetnie opisujesz swoje obserwacje oraz przeżycia.
OdpowiedzUsuńŚwietna pustynna relacja,znakomite zdjęcia i b. ciekawy opis, z przyjemnością ją obejrzałem. Chętnie zobaczę jeszcze coś podobnego, niekoniecznie z pustyni. Zastanawia mnie jedno, auta muszą być w wersji odpornej na warunki pustynne ..???
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
hmm, nie znam sie na autach jezdzacych po pustyni ;) Np. nasz Land Rover teoretycznie sie nie nadaje, tymczasem jak widac przy odrobinie woli mozna wszystko. Wielu ludzi kupuje tanie, uzywane 4W samochody i przerabia je zgodnie z warunkami pustynnymi. Na takie nie profesjonalne wypady - nic wiecej nie trzeba :)
Usuńpozdrawiam i ciesze sie, ze sie podoba :)
Ale bomba!Miałaś wspaniałą przygodę!A czytając opisy i oglądając zdjęcia,czułam się,jakbym tam była;)Tak,jak wciąga pustynny piach,tak wciągający jest Twój blog!
OdpowiedzUsuńświetne zdjęcia z pustyni!
OdpowiedzUsuńżycie & podróże
gotowanie
jejku jaki swietny pustynny krajobraz !!
OdpowiedzUsuń