sobota, 2 marca 2013

8h 20min lotu i 6380 km


 8h 20min lotu i 6380 km od dubajskiego domu.

Wyladowalismy (smy = ja + szef).  Wielka, blaszana hala przemyslowa z kilkoma stolikami, mnostwem ludzi i jeszcze wieksza iloscia uzbrojonych po zeby policjantow/straznikow.  Sa powazni, wygladaja groznie. Lustruja wszystkich z gory na dol.
Kontrola paszportowa i pierwsze przesluchanie.

  •  W jakim celu przyjechala Pani do ….?
  • Do pracy.
  • Do pracy? Czym sie Pani zajmuje?
  • Nasza dubajska firma ma tutaj filie
  • Sama Pani przyleciala?
  •  Nie,  z Szefem.
  •  Gdzie jest szef?
  •  O tu, za mna.
  • Jest Pani zamezna?
  • Tak.
  •  No to czym sie firma zajmuje?(Wyjasniam mu pokrotce co i jak)
  •   Moj syn szuka porzadnej pracy.
  •  Bardzo prosze to moja wizytowka, niech syn sie ze mna skontaktuje - wydobylo sie z ust Szefa.
Mieszane odczucia sie we mnie klebia. Nie mam czasu na rozmyslanie, czekaja mnie kolejne kontrole. Staje przy nastepnym stoliku, przy ktorym siedza dwaj panowie. Mimo, ze oprocz mnie nie ma nikogo, nie zwracaja na mnie najmniejszej uwagi. Obok stoi straznik z karabinem, po chwili spoglada na mnie  "prosze przejsc na lewa strone I podac paszport." Komendzie tej towarzyszy jakze zgrabny ruch reka, w ktorej trzyma karabin. Przesuwam sie wiec na lewa strone i podaje paszport. Czekam. Prosze przejsc na prawa strone – rzuca poirytowany straznik. Grzecznie przesuwam sie cale 10 cm z lewej strony lawki aby znalezc sie teraz po odpowiedniej, prawej stronie.

Pieczatka. Ufff, passport i ide odebrac bagaz. 
Wozek, gdzie znalezc wozek. 
Czekajac na Szefa ide na poszukiwania. Jako jedna z garsteczki bialych, kazdy moj ruch sledzony jest przez dziesiatki oczu. Staram sie nie zwracac na to uwagi. Znajduje wozki.
Stop! Za przywilej pchania wozka trzeba zaplacic! Przepraszam?
Wozki sa platne - dobiega moich uszu. Szybko pozbieralam szczeke z podlogi, pytam ile.
150. Ok,  Moge zaplacic w dolarach lub euro?
 Nie.
Gdzie moge wymienic walute? Dzisiaj nie moge, bo kantor zamkniety.
Aha, to czy w takiej sytuacji moge za wozek zaplacic w dolarach?
Nie.
Odchodze bez wozka.

Odbieramy bagaze. 30 krokow dalej kolejna 3 osobowa komisja do spraw sprawdzania zoltej ksiazeczki szczepien. Powtorka z rozrywki. Po co, co robimy, czy nie wiemy, ze kraj jest niebezpieczny. Jeden z celnikow zwraca uwage, ze moje ostatnie szczepienia byly 10 dni temu. Potwierdzam, dodajac, ze wiem, iz 10 dni od ostatniego szczepienia to minimum, ktore musi uplynac. Celnik usmiecha sie i mowi “Dlaczego nie zastosowala sie Pani do miedzynarodowych zalecen do spraw zdrowia I szczepien?” Troche niedowierzajac odpowiadam, ze jest ustawowe 10 dni, wiec chyba wszystko w porzadku. Nie, nie jest w porzadku. Musi uplynac 10 pelnych dni.  W moim przypadku 10 dni uplywa dzis wieczorem, wiec moge pojsc do jego biura I poczekac do wieczora. Krew mi zawrzala mocno, nabieram powietrza aby powiedziec co mysle, kiedy obok mnie zjawia sie Szef, daje do zrozumienia, zebym siedziala cicho a celnikowi wreczka plik banknotow. A dla moich kolegow? – pada z ust straznika? Kolejne banknoty wedruja w odpowiednie rece.

"Welcome to …………” Slyszymy na odchodne.
Cale 1.5m od stacji kontroli ksiazeczki szczepien jest kolejna kontrola tzw custom.  Bagazymamy sporo, wieziemy sporo rzeczy do biura. Foldery, teczki, ulotki, dlugopisy, kubki, kalendarze, troche sprzetu etc.  Teraz juz wiem dlaczego tyle tego musielismy zabrac. Po tej konroli zostalo nam okolo 70% tego co przywiezlismy z Dubaju.

Szef przylatuje tutaj regularnie, obserwuje go wiec. Stoicki spokoj, delikatny usmiech.Probuje sie dostosowac ale w srodku wszystko sie we mnie gotuje. 


W przeciegu 1h od wyladowania, przejsciu 400m i kilku kontroli jestesmy ubozsi o spora sume pieniedzy I sprzetu.
Tuz przed wyjsciem ostatnia kontrola. Czy aby na pewno bagaz, ktory taszczymy ze soba nalezy do nas.

Taxi? Exchange? Extasy?
Trzy pierwsze slowa, ktore dobiegaja moich uszu.  Wraz z naszym kierowca przepychamy sie kilkanascie metrow. Czekamy az przyjada samochody. Podchodzi straznik z bronia, ktora wyglada starzej niz moj szef.
 Taxi? Dzieki!, czekamy na naszego kierowce.  Podjezdzaja nasze samochody.
Straznik wskazuje na dwoch chloptasiow z otaczajacego nas tlumu, ktorzy wyskakuja Ii pomagaja rozdzielic i zapakowac bagaze. (G woli jasnosci mielismy 4 walizki i 5 kartonow –wiec tak naprawde nic specjalnego). Przez glowe przebiega mi mysl, pomocni..milo, usmiecham sie w srodu. Odczucie to pozostaje ze mna przez cale 10 sekund. Po zaladowaniu wszystkiego w mgnieniu oka wokol nas pojawia sie 5 par wyciagnietych rak czekajacych na zaplate:
-                                   Pan z duza giwera. Nalezy sie, przeciez przez 3 min stal obok nas, ochranial nas, zwerbowal ludzi do pomocy! ba! Nawet zapytal czy nie trzeba nam taxi ;)

-                  Pan z mniejsza giwera, ktory wzial sie nie wiadomo kiedy I nie wiadomo skad. Ale                           byl, i byl kolega Pana z duza giwera I tez mial bron. Nalezy mu sie.

                2 Panow pomocnikow. Nadzwigali sie po jednym 10kg kartonie (reszte spakowali nasi kierowcy)

       1 Pan, ktory siedzial sobie obok. Wyciagnal reke to I dostal. Na pewno pelnil jakas wazna funkcje, ktorej nie bylam swiadoma. Nalezala mu sie zaplata!

Rozdzielamy sie. Ja jade do firmowego mieszkania a szef w droge szukac nowych klientow. Zegnamy sie szybko.
Teraz musze radzic sobie sama.

Na koniec kilka zdjec uchwyconych zza szyby samochodu!








Zgadujcie w jakim kraju jestem :)

18 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Wiesz, ze ja codziennie rozmawiam moze z dwudziestoma klientami z Nigerii i mio, ze znane jest mi ich zamilowanie do przekretow wszelkiej masci, to nie sadzilam, ze jest tam az tak niebezpiecznie...
      Pozdrow ode mnie wszystkich Princow i innych Odebale ;)

      Usuń
    2. Wiesz, ze ja codziennie rozmawiam moze z dwudziestoma klientami z Nigerii i mio, ze znane jest mi ich zamilowanie do przekretow wszelkiej masci, to nie sadzilam, ze jest tam az tak niebezpiecznie...
      Pozdrow ode mnie wszystkich Princow i innych Odebale ;)

      Usuń
    3. Kiedy pytam Nigeryjczykow o bezpieczenstwo w wielu przypadkach slysze "Nigeria, bezpieeeeczna, oczywiscie bezpieczna" ale jak pytam dlaczego zycie zamiera po 21szej, wtedy slysze, 'no bo po zmroku jest niebezpiecznie" ;))

      Princow Ci u nas dostatek - pozdrowie :D

      Usuń
  2. O kurcze nie mam pojecia...:) ale ja bym nerwowo nie wytrzymala :) za malo cierpliwa jestem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja podobnie ;) ale ucze sie, ucze!

      Usuń
    2. i trzeba się uczyć:) Ale jakie opowieści będziesz za to snuć hoho:)

      Usuń
  3. Welcome in Nigeria my dear! Bardzom ciekawa Twojego mieszkania bo jak przeczytalam o lotnisku to jego obraz mi sie nieco zamazal. Juz sobie wyobrazam jak Twoj szef sypal tymi dolarami... i wyobrazam sobie te oczy, ktore patrzyly na Was przy okazji wyciagania reki. Pociesze Cie tylko, ze Twoja odprawa to pikus w porownaniu do mojej kiedy to po raz pierwszy przyjechalam do Kanady! Wyobrazasz to sobie? 1.5 godziny celniczka mnie walkowala w kolko zadajac te same pytania. Przetrzepali mi caly bagaz traktujac jak jakas terrorystke, zestresowalam sie jak nigdy w zyciu. Moj owczesny narzeczony myslal, ze mnie za cos zamkneli bo samolot wyladowal, wszyscy wysiedli, a mnie wcielo! Dwie godziny pozniej uslyszalam od usmiechnietej grubej Pani : Welcome in Canada! A tak swoja droga... Kto jest tym szczesliwcem, ktorego poslubilas? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sie musiala wygadac ;))))
      Chcialabym zobaczyc jak sie tlumaczysz przed celnikami :P

      Usuń
  4. I znów Cię wywiało? Mam nadzieję że będzie okazja się spotkać:))Z tym mężem to żart?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))) Jak milo, ze do mnie zawitalas! Z mezem zart oczywiscie, ale tutaj lepiej mowic, ze zamezna ;) caly lipiec bede w domu to cos wymyslimy.
      pozdrawiam

      Usuń
  5. Jeny, nie umiałabym się chyba odnaleźć w takiej sytuacji, stres na max. Wracaj jak najszybciej do bezpieczniejszego kraju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale tu jest bezpiecznie :D
      mam swojego kierowce i bodyguarda ;)

      Usuń
    2. I oczywiście garść banknotów ;)

      Usuń
  6. czy sie zajmuje firma, w ktorej pracujesz, jesli mozna zapytac?;)ja latam do Izraela i zawsze mnie biora na policje na lotnisku,bo jak to mozliwe,ze dama podrozuje sama...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe, zdarza sie ;) firma to szeroko pojety investment :)
      pozdrawiam

      Usuń
  7. Niesamowite!!!Będziesz miała co wnukom opowiadać;)Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń