piątek, 4 maja 2012

Przedstawiam Wam...

 Kazimierz Nowak, kto nie zna tego nazwiska natychmiast niech leci do księgarni po "Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd" pozycja obowiązkowa!

"Wyczyn Kazimierza Nowaka zasługuje na to, by jego nazwisko znalazło się w słownikach i encyklopediach,
by było wymieniane obok takich nazwisk jak Stanley i Livingstone. Kazimierz Nowak był człowiekiem o ogromnej wyobraźni i odwadze, człowiekiem nieustraszonym. Pokazał, że jeden biały człowiek, zupełnie bezbronny, nieposiadający żadnego uzbrojenia, a jedynie wiarę w drugiego człowieka, może przebyć samotnie wielki kontynent, i to w czasach gdy Europa zaczynała dopiero odkrywać Trzeci Świat i jego mieszkańców.
Tylko ktoś, kto zna te rejony, gdzie podróżował Kazimierz Nowak, i sposób w jaki to zrobił, może docenić to bohaterstwo połączone z niezwykłą skromnością. On się nie chwalił, on po prostu opisywał, co widział."

R. Kapuściśki

Skromne nazwisko, jeszcze skromniejszy człowiek, który dokonał niebywałego czynu.

W ciągu 5 lat, podróżując głównie rowerem, ale i pieszo, konno, na wielbłądzie jak i małym stateczkiem pokonuje Afrykę.
Od Trypolisu po Przylądek Igielny,a potem do Algieru, jak najmniej popularnymi szlakami.
Cały dobytek Kazimierza



"Maryś" - na cześć żony
  
Jeden z ostatnich etapów podróży. Jeden z najniebezpieczniejszych.



1931-1936, 5 lat, 40 tys. kilometrów, 10 000 zdjęć.

Wyjechał z kraju aby pisaniem reportaży i sprzedażą zdjęć utrzymać swoją rodzinę. Czytając jednak tę książkę przychodzi czasem do głowy pytanie "po co", po co on się tak męczył, narażał na niebezbieczeństwa, niewygody, głód, ubóstwo i chorobę. Pieniądze, które wysyłał rodzinie ledwo starczały, sam Nowak żył w permanentnym ubóstwie. Nie przeszkadzało mu to jednak, wolał noc spędzić w swoim namiocie, słuchając odgłosów nocy niż w hotelu popijając chłodzone napoje.

Dalej pozostaje pytanie "dlaczego i po co". Nie da się odpowiedzieć. Ktoś kto kocha podróże rozumie bez słowa wyjaśnienia, że mimo ogromnej tęsknoty do bliskich, kraju, mimo ogromnych niewygód COŚ człowieka gna naprzód. Daje siłę do pokonywania kolejnych przeszkód, a tych Kazimierzowi nie brakowało.

Nie jestem w stanie wyrazić swojego podziwu dla jego odwagi, talentu i osobowości.
Sam w tak skrajnie nieprzyjaznych dla człowieka środowiskach, sam wśród dzikich plemion, dla których nieraz był pierwszym białym człowiekiem, prze naprzód odrzucając propozycję wygodnego podróżowania np. statkiem.

Ogromnym plusem tej książki są przepiękne fotografie.
Często też sam Kazimierz pozuje do zdjęcia. I jeżeli zdjęcia mogą mówić, to te robią to bardzo wyraźnie.
Widać na nich człowieka z długą brodą w kasku kolonialnym,  zmęczonego, z zapadniętymi policzkami, w styranym ubraniu. Z oczu bije niesamowita ciekawość, radość, spokój i duma.

Nie idealizuje niczego, czasem gdy spotyka leniwego Murzyna, nazywa to po imieniu, dobitnie. Czasem, by ujść z życiem musi postraszyć dzikusów swoją bronią, w czasach kiedy było to bardzo niepoprawne głośno mówi źle o efektach kolonizacji. Jednocześnie nie narzeka, przyjmuje z wdzięcznością każdy kolejny dzień, przebyty kilometr, przyjaznego człowieka.


 Urzekł mnie też fakt, iż mimo takiej podróży, tułaczki, starał się żyć normalnie, np. codziennie gotując sobie strawę. Co ciekawe w miarę możliwości urozmaicał swój jadłospis. Raz jadał więc placki z mąki z oliwą, drugiego dnia zupę bananową, trzeciego ugotowany maniok itd.



Pod koniec swojej podróży bardzo tęsknił już za krajem i rodziną, jednak jego podróżnicza dusza zbyt długo w miejscu nie mogła wytrzymać. Niedługo po powrocie planował kolejną wyprawę, do Indii.


Niestety nie dane mu było zrealizować tego marzenia.
W niecały rok po powrocie do kraju, wycieńczony przede wszystkim malarią, umiera.


Przez wiele lat Nowak i jego niesamowity czyn były zapomniane, dopiero wydana w 2000 roku książka "Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd" przypomina  o naszym wspaniałym rodaku.

Czytajcie i podróżujcie.

Pozdrawiam
A.


Wszystkie zdjęcia pochodzą z książki "Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd"

4 komentarze:

  1. super pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmi bardzo ciekawie:-) Wpisze na liste lektur obowiazkowych:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z okresu szkoły podstawowej pamietam spotkanie z podroznikoem przemierzajacym świat na rowerze, uczył na origami, żurawia do dziś potrafię zrobić po ponad 20 latach ;)
    Nie pamietam jak się nazywał jedynie ten rower , origami i cudowne zdjęcia

    OdpowiedzUsuń