Jako zaawansowana pustynio-maniaczka uwielbiam wszystko co ma jakikolwiek zwiazek z pustynia.
Uwielbiam tez wielblady.
Tak, wiem, ze smierdza, wiem, ze sa uparte i zlosliwe.
Ale uwielbiam wielbladzi tajemniczy pol-usmiech, wielbladzie rzesy, wielbladzia dostojnosc i wielbladzi spokoj ;))
Jakis czas temu pisalam o wyscigach wielbladow na Polwyspie Arabskim w odniesieniu do okrutnego wyzysku dzieci z panstw trzeciego swiata. Zainteresowanych odsylam TUTAJ
Dzisiaj przechodzimy na ta lepsza strone. Przyjmiemy, ze kraje, ktore organizuja takie wyscigi uzywaja robotow.
Mimo, ze w UAE wyscigi sa regularnie organizowane, to dopiero w Omanie po raz pierwszy stanelam na torze wyscigowym wielbladow (ekhem, jakos moi znajomi nie podzielaja mojej wielbladziej pasji ;)
Ktorys-tam dzien naszej omanskiej podrozy, zmierzamy na polnoc, do uroczego miasteczka Nizwa. Jak zwykle ja prowadze, myslac, gdzie by tu jeszcze pojechac, co by jeszcze zrobic, czego doswiadczyc, rozgladam sie na boki, a moj zacny wspolpasazer jak zwykle spi lub drzemie, lub z calych sil stara sie nie zasnac.
Zauwazam znak informujacy o wyscigowym torze wielbladow. Bez namyslu zmieniam kierunek, moje podekscytowanie udzielilo sie Mlodemu, ktory na wpol otwarl jedno oko.
Po kilkunastu minutach jazdy zauwazamy kilka drewnianych chatek, pare wielbladow.
Okazalo sie, ze trafilismy do miejsca gdzie wielblady sa trenowane (tutaj mowia na to camel farm, ale ferma wielbladow, srednio mi pasuje na okreslenie tego miejsca. Wiem, ze moj jezyk polski do najbogatszych nie nalezy -podpowiedzcie mi prosze)
2 chatki sklecone z kilku drewienek i wyschnietych lisci palmowych. I
kawalek pola ogrodzony drutem, a w srodku wielblady. Zwierzeta w
czapeczkach i kubraczkach. Obok kazdego wielblada, prywatny trener.
Wraz ze wschodem slonca wstaja wielblady, a wraz z nimi dzokeje i trenerzy. Po porannej ablucji i modlitwie, karmia i poja swoje zwierzeta. Trener zajmuje sie swoim podopiecznym, maksymalnie dwoma.

Trenerzy odprawiaja swoje poranne rytualy, glaszcza, szepca wielbladom do ucha, i jeszcze zanim slonce zacznie mocniej przyswiecac wsiadaja na swoich podopiecznych i jada na tor wyscigowy.

Na torze taktyka trenerow sie zmienia. Zeby wprowadzic zwierzeta w odpowicedni nastroj, wykrzykuja komenty, wzbijaja piach w powietrze, laskami uderzaja w plotno swoich kandur. Zwierzeta zaczynaja reagowac, w powietrzu czuc podekscytowanie.

Obserwujac te rytualy dowiedzielismy sie, ze wielblady wyscigowe - czyli te malutkie, nie pobiegna, jesli najpierw duzy wielblad, przewodnik stada nie przejdzie przez trase wyscigu.

Duze wielblady zostaly juz usuniete z toru, pora na prawdziwa walke, trenerzy do ostatniej sekundy toarzysza zwietzetom, zagrzewajac je do walki.
Podczas normalnych wyscigow, widzowie siedzacy na trybunach obserwuja cale wydarzenie za pomoca lornetek natomiast w czasie treningu, wskakuje sie do samochodu, i towarzyszy wielbladom na calej dlugosi trasy.
I na tym konczy sie poranny trening. Na mecie, dzojeke znow dosiadaja swoje zwierzeta i jada do fermy, aby zwierzeta mogly odpoczac.
Teraz przychodzi kolej na sniadanie, odpoczynek i przyjemnosci dla dzokejow, trenerow i wszystkich ludzi tam pracujacych.
Niemal wszyscy pracownicy takiej "wielbladziej silowni" spedzaja 24h ze zwierzetami. Trafilismy na przemilych ludzi, ktorzy zaprosili nas do siebie, do salonu :) majlis, czyli miejsca spotkan. Dywan, kilka poduszek, pare lakoci...

zostalismy poczestowani arabska kawa, soczystymi pomaranczami i okropnie slodkimi daktylami. Czyli dokladnie tym co codziennie jedza na sniadanie.
Brak wspolnego jezyka nie stoi na przeszkodzie zawiazywaniu nowych przyjazni, a tymbardziej wywolywania usmiechu na twarzach. W ramach wymiany miedzykulturowej chlopczyk dostal dlugopis - ciupage ;)) a my niezapomniane wspomnienia, sporo nowej wiedzy, piekne zdjecia i przyjaciela!

To jest wlasnie robot - dzokej (po tym jak w 2002 roku UAE wydalo zakaz zatrudniania dzieci dzokejow), ma mikrofon i glosnik, zeby trener w czasie wyscigu mogl do wielblada gadac.
Chuchaja i dmuchaja na te zwierzeta!
O co tyle szumu z tymi wielbladami? O wielblado-dolary.
Wydaje sie Wam teraz zapewne, ze biedni ci ludzie pracujacy cale dnie ze zwierzetami. Zyja bardzo ubogo, prosto. Prawda, w wielu przypadkach to prawda.
Ale wielu z nich ma kilkupietrowe domy, i kilka 4x4 W samochodow.
Stawka za wygrana w przecietnym wyscigu to okolo 20 tys USD,
podczas tych najbardziej prestizowych wyscigow, ktore odbywaja sie glownie w UAE, wygrany wielblad kupowany jest zazwyczaj przez Szejka, a cena nie schodzi ponizej miliona AED (ok. 1 mln PLN).
Gra jest warta swieczki.
Tylko jeden z Panow mowil po angielsku - ten ze smartfonem (swoja droga uwielbiam takie polaczenia dwoch swiatow). Dzieki niemu mielismy mozliwosc uczestniczenia w tych wyjatkowych dla nas wydarzeniach.
Angielski na wysokim poziomie, nienaganne maniery, codziennie lsniaca czystoscia kandura, goscinnosc - tak, stanowczo wyroznial sie wsrod calego zespolu, ale dopiero po bardzo dlugim czasie i naszych kolejnych spotkaniach w UAE przyznal sie, ze jest synem wlasciciela wielblada, ktory 2 lata temu wygral wyscig i ktorego kupil wlasnie Szejk Dubaju!
Teraz mam z kim ogladac wyscigi wielbladow :)))
Teraz mam z kim ogladac wyscigi wielbladow :)))
Podzielacie moja wielbladzio-pustynna pasje, czy nie bardzo ;)?
Na koniec mala zagadka. W Europie kierowcy miganiem swiatel daja sobie znac o patrolu policji, a co oznacza mruganie swiatlami w arabskim swiecie?
Opisywalam Wam kiedys tradycyjny stroj emiracki/saudyjski/kuwejcki/katarski, wspominajac o egalu czyli linie, w ksztalcie lezacej osenki, ktora arabowie nosza na glowie w celu przytrzymania chusty. Wspominalam Wam, ze egal uzywany byl do krepowania nog wielbladom - i dalej jest :) to co ten wielblad ma na nogach to wlasnie egal. Wiecej o stroju http://havabedava.blogspot.ae/2012/03/zagladamy-pod-kandure.html
Na koniec mala zagadka. W Europie kierowcy miganiem swiatel daja sobie znac o patrolu policji, a co oznacza mruganie swiatlami w arabskim swiecie?
Opisywalam Wam kiedys tradycyjny stroj emiracki/saudyjski/kuwejcki/katarski, wspominajac o egalu czyli linie, w ksztalcie lezacej osenki, ktora arabowie nosza na glowie w celu przytrzymania chusty. Wspominalam Wam, ze egal uzywany byl do krepowania nog wielbladom - i dalej jest :) to co ten wielblad ma na nogach to wlasnie egal. Wiecej o stroju http://havabedava.blogspot.ae/2012/03/zagladamy-pod-kandure.html
Pare dni temu moja przyjaciolka Asia zapytala dlaczego tak rzadko opisuje swoje przygody podroznicze. Po pierwsze chyba dlatego, ze pisanie nie przychodzi mi latwo. Brakuje mi slow, myle szyk wyrazow, nie umiem sie wyslowic. Co doprowadza mnie do szewskiej pasji. Napisanie notki zajmuje mi bardzo duzo czasu.
Po drugie i chyba wazniejsze...kiedy wspominam, opisuje wydarzenia, przenosze sie cala soba w dany czas i miejsce, a potem bardzo trudno jest mi sie wbic w szpilki, zakiet i przez 9h, 6 dni w tygodniu spokojnie pracowac. Powiecie, ze zwariowalam ale po takim wpisie jak dzis, przez 2 dni bede chodzila z nosem na kwinte, z glowa bujajaca w polowie we wspomnienach a druga, planujaca juz jakis wyjazd. Niepokoj w sercu i fizyczna potrzeba ciaglych podrozowania,,,
Ufff, coz za wyznanie!
Pozdrawiam Was serdecznie i dajcie znac czy chociaz ktos ma podobnie ;)))
Aneta
Autor zdjec: Tomuśś
wystepujacy w tej historii pod nazwa wlasna Mlody, moj zacny brat.
Odwiedzcie jego bloga, bo menda robi calkiem fajne zdjecia :)
Kto zgadnie co robil Mlody przez cala podroz, widzac wielblada???







Owszem, bywam złośliwy (bo to pododno oznaka inteligencji), pluję jadem na mych adwersarzy, ale nie śmierdzę (!) bo uwielbiam się kąpać, pływać i nurkować.
OdpowiedzUsuńŚcigać też się lubię, jak mam czym :)
Pawel
(przez Małożonkę zwany Camelem)
hahahahha, no poooooooopatrz ;) Camel'u ;)
Usuńczekam na tego obiecanego priv'a :P
OdpowiedzUsuńwez mnie zastrzel! Ale nie zapomnialam, ostatnio nawet robiac research rzucilo mi sie w oczy cos w Twoich klimatach, chyba zapisalam, ale na firmowym kompie, wiec jak mi pamiec dopomoze to jutro ;))
Usuńok to czekam cierpliwie
UsuńZ wielbłądzim pozdrowieniem :)
Pawel
W Egipcie mruga sie światłami żeby się pozdrowic ;)
OdpowiedzUsuńTez lubię wielbłądy , z "moim" wedrowałam przez pustynię do Jordanii , spalam obok , przytulajac sie co noc do przyjemnego ciepełka ... I myśle ze jak już do Petry dotarłam po tygodniu ... Hmmm pewnie śmierdziałam jak i one ;))
Ale to było "avent de mon mariage " jak i wiele takich przygód ;)
nie, nie chodzi o pozdrowienia :))
Usuńa smrodek? ee, tam! przy lekkiej dozie wyobrazni i dobrej woli mozna to nazwac "swojskim zapachem" ;)))
no jestem ciekawa co znaczy miganie swiatłami:P uwaga na wielbłądy??
OdpowiedzUsuńmiło poczytać o czymś tak egzotycznym:)
tak!! uwaga wielblad :))) brawo!!! ciesze sie, ze Ci sie podoba. Sciskam cieplo
Usuńłaaaa zgadłam jestem z siebie dumna:P Także ściskam:)
Usuńaha! :) no to już wiem...
UsuńUwaga, wielblady w poblizu, zwolnij! Tak? Wydaje mi sie ze z tymi petelkami na nogach za szybko to one nie chodza i jakby tak wyskoczyc zza zakretu przy duzej predkosci to mozna zwierza skrzywdzic.
OdpowiedzUsuńBardzo lubie te zwierzaki, tzn patrzec na nie bo nigdy nie mialam okazji do niczego wiecej. Te ktore pokazujesz sa takie czysciutkie, ja niestety widzialam tylko takie obdrapane i wyskubane w zoo, do tego chorowite. Rzeczywiscie pachna nietypowo, ale to chyba troche jak konie, nawet jak sie kon
ia wymyje i wyczesze to i tak pachnie... koniem. Jedni ten zapach kochaja, drudzy mowia ze smierdzi. Chetnie dolaczylabym chociaz raz do takiego widowiska jak wyscigi wielbladow. Szczerze mowiac... Nie wiedzialam nawet ze one moga szybko biegac! Cos mi ucielo komentarz.
UsuńKochana w starciu samochod-wielblad, niemal w 100% ginie zwierze, ale niestety bardzo czesto gina ludzie. Arabowie jezdza jak szaleni, a wielblady sa duze -pomijajac te wyscigowe.
UsuńNo i masz racje! brawo! miganie to poprostu ostrzeganie siebie nawzajem przez wielbladami na drodze :)
Bardzo lubie wielblady, ale wyscigow jeszcze nie widzialam. Co do mrugania, jak dla mnie to mrugaja oni i trabia bez opamietania, bez szczegolnego powodu ;) PO prostu zeby powiedziec: hej, ja tu jade! ;)
OdpowiedzUsuńA zdjecia bardzo mi sie podobaja! brat na wakacjach czy na stale z Toba w UAE?
heheh, to prawda! trabia, migaja i interpretuja to w zaleznosci od potrzeb :)))) Brat tylko na omanska przygode przyjechal:) za mlody jeszcze na emigracje :)
UsuńPozdrawiam Cie cieplo!
Bardzo ciekawy post.I mam podobnie z tym pisaniem posta-staram się jak najstaranniej przelać na monitor słowa i wspomnienia i zajmuje mi to baaardzo dużo czasu.Na dodatek myślę o tym,co opublikowałam i bardzo dużo wspominam (najchętniej podczas oglądania zdjęć).
OdpowiedzUsuńP.S.Piękne zdjęcia-ma ten Twój brat talent fotograficzny.
P.S.A na odgadywanie zagadki byłam już zbyt zmęczona i nie miałam pomysłu i z ciekawością poczytałam komentarze;)
o! w koncu ktos mnie rozumie :)))
Usuńdziekuje Ci bardzo!
Anetko - piszesz bardzo składnie i obrazowo, czego dowodem jest fakt iż jako żywe zaistniało w moim nosie wspomnienie wielbłądziego zapachu... i zapachu pustyni :)
UsuńNie mam pojęcia, co oznacza u tych drogowych szaleńców (bo trudno inaczej nazwać arabską jazdę) miganie światłami. Jestem bardzo ciekawa... Oni w ogóle zauważają inne auta na drodze? ;)
jaaacie :D dzieki moim slowom poczulas wielbladzi zapach ;))) najlepszy komplement ;)) dzieki!
UsuńJa chyba jednak mam arabska krew bo w omanie przejechalam ponad 4.5tys km ;)) najlepszy byl moj brat, ktory pod koniec wyjazdu stwierdzil: 'ewoluowalas jako kierowca" :D mial na mysli to, ze na poczatku kiedy na mnie trabiono - strasznie przezywalam, przepraszalam, kiwalam reka na znak pokoju, a pod koniec wyjazdu, jesli ktos na mnie zatrabil bylo mniej wiecej "to do mnie??? do mnie??? a weeeeez ty sie pocaluj" ;))))
Anetko! Podzielam Twoją miłość do wielbłądów całkowicie :) Za ich uśmiech i optymizm :) Rozumiem i zazdroszczę możliwości bycia pośród tych żółci i piasku :))) I możliwości rzucenia okiem na takie wyścigi od kulis :) Jak mnie wyrzucą z pracy (co stać się morze w maju) wezmę się w końcu za malowanie tego orientalnego świata :) Pozdrawiam serdecznie i czekam na więcej :) Zdjęcia rewelacja!! :)
OdpowiedzUsuńWielblado-love ;)
Usuńtak ja Ci wspomnialam, po czasie te beze uszami wychodza! ja tez czekam na Twoje wiecej bo nie ukrywam, ze przepadlam w Twoim blogu :)
Trafilam do Ciebie od tej Pani komentarza powyzej:) Przeczytalam juz chyba z polowe i nie mam dosyc, wlasciwie to chce wiecej. bede zagladac czesciej, jesli pozwolisz. Pozdrawiam. Monika
OdpowiedzUsuńNoooooo wspanialomyslnie pozwalam ;) hihih, zartuje! Szalenie mnie cieszy kiedy slysze, ze moje wypociny sie podobaja! Chodze wtedy taka z dumnie wyprezona piersia :) Bardzo Ci dziekuje!!
UsuńMoniko :) Jaka Pani ? :P Ula jestem :D Podzielam Twoją opinię, rewelacyjny blog :)))
OdpowiedzUsuńslodzicie dziewczyny...slodzicie! ;)
Usuńrewelacja!slodzimy,bo to prawda!jeden z moich ulubionych blogow,w scislej czolowce!
UsuńJa lubię oczy krów, które omijam szerokim łukiem :) Nie wiem skąd ten lek przed nimi, ale oczyska mają cudne :) Pisz, bo piszesz "gramotnie" i ciekawie :)Do poczytania :)
OdpowiedzUsuńtaaaaak! krowy tez maja rzesicha, i tez za nimi nie przepadam!
Usuńw bitwie krowa - wielblad stawiam na wielblada!
"Gramotnie' - hehehe, dawno tego slowa nie slyszalam! Dzieki bardzo :)
Śmierdzą i są złośliwe? Niemożliwe:).Mają cudne oczka, rzęsiki, uśmiechają się tak, że od razu się cieplej robi na sercu, spojrzeniem potrafią powalić na kolana i mają takie pysie mięciutkie.Jak ich nie kochać:)
OdpowiedzUsuńPrzekonalas mnie!! :) zakladamy fanclub :D
OdpowiedzUsuńUwielbiam wielbłądy, straszne słodziaki i piękne zwierzęta. Nigdy nie miałam serducha załadować się na któregoś - żal mi ich było, że się męczą. Wiem, wiem, debilizm, bo przecież u niektórych wielbłąd to zwierz niczym u nas koń.
OdpowiedzUsuńMam to samo! Już miesiąc zbieram się żeby wysmarować posta o podróży na Malediwy, ale psychicznie nie daję rady. Dopiero zbliżająca się podróż nieco mnie mobilizuje. Ja czuję się źle bez zarezerwowanego biletu czy hotelu - może być i na za pół roku, ale ważne, żeby mieć perspektywę kolejnych podróży.
Taki wielblad czasem dzwiga ponad 100kg idac wiele km w pustynnejkarawanie :)
UsuńMalediwy!! Pisz, pisz koniecznie!! Ja paskudnie zaluje, bo bedac na sri lance mialam swietna okazje, zeby odwiedzic malediwy ale glupia ja nie skorzystalam, a teraz marzy mi sie...
Taaaaaaak, swiadomosc, ze za "chwile" gdzies wybede pozwala przetrwac szaro bura codziennosc :))
Haha! No widzisz - ja będąc na Malediwach z kolei pomyślałam, że mogłam lecieć przynajmniej w jedną stronę przez Sri Lankę zamiast Dubaj i zachaczyć tam na jakieś dwa dni :)))
UsuńKocham konie, ale gdybym urodzila sie w tych bajecznych stronach zapewne kochalabym wielblady!!!
OdpowiedzUsuńSerdecznosci
Judith
Konie wzbudzaja we mnie...strach! Nie wiem dlaczego, nie moge podejsc blisko.
UsuńAle prawda..sa przepiekne!