Dzień dobry bardzo!
Opowiem Wam dzisiaj pewną historię.
7 lat temu po raz pierwszy z plecakiem i głową pełną marzeń ruszyłam w nieznane. Za cel obrałam Maroko, Saharę Zachodnią i Mauretanię.
O samej podróży przydało by się kilka słów kiedyś napisać, tymczasem dzisiaj....
Opowiem Wam dzisiaj pewną historię.
7 lat temu po raz pierwszy z plecakiem i głową pełną marzeń ruszyłam w nieznane. Za cel obrałam Maroko, Saharę Zachodnią i Mauretanię.
O samej podróży przydało by się kilka słów kiedyś napisać, tymczasem dzisiaj....
![]() | |
| autor: Rafal Mamok albo ja - nie wiem, ale predzej Mamok ;) |
Sahara Zachodnia, moja afrykańska tułaczka powoli dobiega końca. Wsiadam do autobusu, który zawiezć ma mnie do Maroka, do Agadiru.
Autobus jak na warunki tutejsze - pierwsza klasa. Smierdzi tylko trochę, fotele rozwalają się tylko trochę, skrzynia biegów rzęźi tylko trochę a wycieraczki działają automatycznie.
Cieszy mnie to ogromnie bo podróż trwa kilkanaście godzin. Moją radość potęguje fakt, że mało jest ludzi, będzie cicho, spokojnie i podróż minie szybko i przyjemnie.
Nie czuję się najlepiej, z Mauretanią i
Saharą Zachodnią żegnam się prawdopodobnie na zawsze. Moje „nie czuję
się najlepiej’ wynika też z wczorajszej kolacji przygotowanej przez
Maura, zarządcy kempingu, na którym nocowałam. Grillowane mięso, które
przygotował było pyszne, jednak jego brudne, osmalone paluchy już mniej.
I tak z lekko niestabilnym żoładkiem i bardzo niestabilnymi emocjami
ruszam w drogę powrotną.
Wsiada trzech młodych lokalnych chłopakow. Siadają tuż za mną i gorzej niż baby zaczynają trajkotać. Mój żoładek i dusza woła „nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeee, dlaczegoooooooo„. Mniej wiecej po godzinie jazdy, dwóch z nich wysiada. Autobus zapełnia się nowymi pasażerami. W pewnym momencie tenże chłopak, który usiadł tuż za mną, podchodzi, pokazuje swój bilet z numerem i siada obok mnie.
W tym momencie nie jestem najszczęśliwszą osobą na
świecie. Po kolejnej godzinie jazdy zatrzymujemy sie na posiłek (mniej
więcej co 2 godziny mamy taką przerwę). Chłopak zaprasza mnie żeby coś
przekąsić. Wymiguję sie bo a) nie mam ochoty z nim nigdzie wychodzić
b)mój żołądek jest ciągle w stanie niestabilności. Chłopak wychodzi sam.
Po kilkunastu minutach wraca z kubkiem dziwnie wyglądającej substancji.
Podaje i mówi, że to na żołądek. Oooo tak! Ja już tam znam ich
sztuczki, pewnie mi wsypał coś do kubka, uśpi mnie potem okradnie,
zgwałci, zamorduje.
Próbuję się wymigać, że mi już przecież lepiej, że
nie potrzebuję. On nalega. Ja odmawiam. On nalega dalej. Ja się poddaję i
wypijam dziwaczny, obrzydliwy napój żegnając się w myślach z tym
światem. Ah, zapomniałam wspomieć, iż mój współtowarzysz podróży z
języka angielskiego znał zaledwie kilka słów - tak samo prezentowała się
moja znajomość arabskiego, a o francuskim wspominać nie będę.
Jedziemy
dalej, po kolejnej godzinie dalej żyję, nawet spać mi się nie chce, a co
najciekawsze zauważam, że i mój żołądek się uspokoił!
Nawiązuje się rozmowa. Do dzisiaj nie wiem jak (patrz wyżej na znajomość języków) ale przegadaliśmy całą podróż, która trwała 23 godziny!! Smiechu mieliśmy po uszy, kiedy N. próbował znaleźć angielskie słowo. O czym można rozmawiać przez 20 h? A no o rodzinie, o studiach, o kraju, o kupnie mieszkania, o korupcji, o marzeniach, o matematyce. Można ? No jak widać można ;)
Dotelepaliśmy sił w końcu do Agadiru. Pożegnaliśmy wymieniając się telefonami. Każdy poszedł w swoją stronę. Postanowiłam zrobić sobie 2 dni przerwy w Agadirze, po Mauretanii, 18h podróży do Sahary Zachodniej a potem 20h podróży do Maroka, potrzebowałam solidnej dawki morza, słońca snu i spokoju. Zostawiłam plecak na kempingu i pomaszerowałam na plażę. Wracam, a tam przed drzwiami stoi N.!
Te 2 dni spędzone w Agadirze to studnia wspomnień, śmiechu, pomarańczy, włóczenia się po tym dziwnym mieście...
Nadszedł czas wyjazdu.
Zapewne historia jakich wiele i mimo, iż nie lubię używać wielkich słów ale moja intuicja podpowiadała mi, że ta nasza przedziwna przyjaźń nie skończy się wraz z wyjazdem. Od czasu do czasu kontaktowaliśmy się przez internet. Minęło prawie 7 lat. Przedwczoraj N. napisał „Jestem w Dubaju, kiedy kawa„ Ucieszyłam się jak dzieciak ale pojawiła się też jakaś niepewność, przecież jesteśmy już innymi ludźmi, nie widzieliśmy się 7 lat, teraz spotykamy się w innym świecie. Znacie to uczucie, kiedy spotykacie się z przyjacielem/przyjaciółką po jakimś dłuższym czasie i zapada taka krępująca cisza...mimo tylu wydarzeń nie wiadomo co powiedzieć, czym się podzielic. Szłam na to spotkanie z mieszanymi uczuciami. Po kilku sekundach od przywitania moje obwawy wyparowały! Było jak te 7 lat temu z tą różnicą, że N. już pięknie mówi po angielsku :) Noc okazala sie za krotka na przegadanie tych 7 lat i naszych wspomnien!
Dla mnie to jest właśnie piękno i sedno podróży. W życiu przez głowę by mi nie przeszło, że po 7 latach spotkam kogoś, kogo przypadkowo poznałam tysiące kilometrów stąd!
Na koniec muszę się Wam pochwalić osiągnięciami N. bo być może już za niedługo, korzystając z kart płatniczych, kart metra itp będziecie korzystać z pomysłow N :) Wziął udział w międzynarodowym konkursie nowatorskich rozwiazań, mimo iż nie zajął pierwszego miejsca, to jego pomysł spodobał się inwestorom z Dubaju, którzy wdrożą jego projekt w życie!
Pozdrawiam Was serdecznie życząc wielu pięknych podróży i przyjaźni!
Aneta

ależ świetna historia! przeczytałam jednym tchem. chciałoby się więcej :)
OdpowiedzUsuńa mnie interesują motywy. o ile to nie kwestia zbyt prywatna. jak to się stało, że wybrałaś 7 lat temu właśnie to miejsce, a nie inne?
Dziekuje :)
UsuńMotywy...hmmm, ja od zawsze pod skora mialam jakies arabskie korzenie i ciagnelo mine w tamte rejony. Kiedy znalazlam smiesznie tani bilet do Maroko, bez wiekszego zastanowienia kupilam a ze ja staram sie wyjezdzac na dluzsze okresy to postanowilam odwiedzic tez Sahare Zachodnia i Mauretanie.
heh, piszesz o tym jak o czymś zupełnie normalnym ;D phi, chciałam, kupiłam, pojechałam, jak już jechać to na dłużej ... Kobieto ;) toż to prawdziwa przygoda, a dla niektórych wyzwanie życia. Ja na przykład nie ogarniam tego moim umysłem :D mam co prawda 7letni pobyt za granicą na koncie, ale taki bardziej oklepany, stabilny ;) A tutaj u Ciebie, taki rarytas :)
UsuńNo nie daj się prosić. Napisz kiedyś coś więcej na ten temat ;)
hahahah ;))) podrozowac chcialam od zawsze. Nie bylo mnie stac, wiec zaczelam prace, w nocy pracowlam za dnia studiowalam. Jak zaoszczedzilam troche kasy, postanowilam, ze nic, ani praca ani uczelnia mnie nie powstrzyma przed wyjazdem. Jak wspominam te pierwsza podroz, to nie wiem czy smiac sie i opowiadac, czy zamilknac, bo to co ja przezylam i moja bezmyslnosc przewyzszyla najwyzsze szczyty Himalajow ;))
UsuńDzem dobry bardzo. To ja- ta z glupawym usmiechem. Macham jak zwykle:). Piekna historia, to az niewiarygodne ze taka niewinna znajomosc przetrwala. Doskonale znam to uczucie obawy "o czym my bedziemy rozmawiac po tylu latach prawie sie nie znajac?" a pozniej okazuje sie ze noc i dzien i znow noc to za malo zeby sie nagadac. A po spotkaniu wraca sie z wypiekami na twarzy i uczuciem dziwnej satysfakcji. To chyba chodzi o jakies sily energetyczne czy cos takiego ze ludzie przyciagaja sie jak magnesy...
OdpowiedzUsuńOdmachuje szczerzac zeby! Zgadzam sie z tymi silami i przyciaganiem :) mysle, ze jesli z kims dzielilo sie chociazby przez chwile cos prawdziwego, szczerego, wyplywajacego z serca to uplywajace lata mimo wiele nie zmienia przy kolejnym spotkaniu.
UsuńUwielbiam Twoje historie bo sa pelne humoru i uczuc:) bardzo chetnie poczytam o Twojej podrozy po Maroko, to kra tak bliski memu sercu;)
OdpowiedzUsuńNo i gratulacje dla N. , podziwiam bo czesto mlodzi ambitni ludzie z Maroka nie maja takich mozliwosci jak Europejczycy czy Amerykanie a jednak udaje im sie zaistniec.
dla mnie maroko tez jest zupelnie wyjatkowe. Mam nadzieje, ze uda mi sie tam kiedys wrocic :)
UsuńI dziekuje w imieniu N ;) juz wtedy w autobusie wiedzialam, ze to wyjatkowy czlowiek, bo kto normalny moze gadac o matematyce (zwlaszcze ze mna, matematycznym hejterem) przez kilka godzin :))
Ten wpis, to mój ulubieniec :-)
OdpowiedzUsuńa dlaczego jesli moge spytac :)?
UsuńŚwietnie napisane. Podczas czytania "wyświetla się" w głowie film przygodowy: egzotyczne krajobrazy, ciekawa akcja i obezna puenta. No i temat, który najbardziej lubię: spotkanie z człowiekiem. Dość niezwykłe spotkanie :-)
UsuńHmm.... piękna historia... można by powiedzieć, że taka, która bardziej ma prawo zdarzyc sie w filmie lub książce... dlatego aż mnie ścisneło w środku... Nie wiem dlaczego, ale też czuję coś takiego romantycznego w tym... hmm.... Ale wiesz? wierzę w przyjaźń między kobietą a mężczyzną... W moim życiu również jest przyjaciel-mężczyzna... to zupełnie wyjątkowa taka relacja... Hmmm... pozdrawiam Cię niezwykle serdecznie :)
OdpowiedzUsuńBardzo spodobala mi sie Twoja historia:)Bardzo pozytywna. Ciesze sie, ze Tobie i N udalo sie spotkac po tak dlugim czasie i wcia bylo milo! Powodzenia i pozdrawiam z Palmy :)
OdpowiedzUsuńdziekuje i pozdrawiam "Palme" ;)
Usuńmam nadzieję kiedyś przeczytać Twoją książkę - będzie bestsellerem! Pomyśl o tym:))
Usuń